5 stycznia 2011

Czarodziej na pustyni

 The Milton H. Erickson Foundation rozpoczęło pracę nad wyprodukowaniem filmu dokumentalnego o życiu i dziele Miltona H. Ericksona. Reżyserem filmu jest  Alexander Vesely, psychoterapeuta i filmowiec austriackiego pochodzenia.

Milton H. Erickson - Mozart komunikacji

2 listopada 2010

Pomiędzy instynktem a intelektem

half brain

Dziś polemika Donny Orange z Georgy Hagman’em.

Donna Orange jest jednym z wiodących psychoanalityków w Ameryce. Związana jest z  intersubiektywną szkoły psychoanalizy. W tym filmie mówi o przyszłości psychoanalizy.

I jeśli dobrze rozumiem ten wywiad oraz własne obserwacje tego co dzieje się we współczesnej psychoanalizie, to wydaje się, że psychoanaliza staje się fenomenologiczna, oparta na dialogu i bardziej humanistyczna, kierując się  w kierunku większej integracji teorii społecznych i intersubiektywności. Tak więc więcej o relacji w psychoanalizie.

8 października 2010

Koszyk psychoterapeuty – spis treści

 

Toolbox, Hardhat, construction, safety, equipment, worker, tools, home improvment, Isolated

lista opublikowanych na blogu do tej pory interwencji, narzędzi,strategii i taktyk  psychoterapeutycznych:

 

  1. Zmiana wzorca automatycznych myśli
  2. Zmiana wzorców myślenia
  3. Zmian myślenia katastroficznego
  4. Relaksacja
  5. "Worry Control"
  6. "Zatrzymanie" myślenia
  7. "Powódź"
  8. Sposoby na atak paniki
  9. "Leczące wyobrażenia"
  10. Desensytyzacja
  11. "Self-coping"
  12. Wzbudzanie oczekiwań
  13. Zarządzanie problemami
  14. Testowanie przekonań
  15. Zmiana przekonań z wykorzystaniem wizualizacji
  16. Techniki kontroli gniewu
  17. Modelowanie
  18. Sensytyzacja
  19. Kontrola gniewu
  20. Rozwiązywanie problemów interpersonalnych
  21. Uważność oddechu
  22. Uważność ciała
  23. Uważność emocji
  24. Uważność myśli
  25. Uważność w życiu codziennym
  26. 5 tygodniowy program mindfulness
  27. Hipnoza 1
  28. Hipnoza 2
  29. opadające ramię
  30. lewitująca ręka
  31. metoda skojarzeń
  32. zmieszanie 
  33. metoda zmieszania (angielski)
  34. metoda zmieszania (polski)
  35. metoda dwóch palców
  36. skupienie wzroku
  37. upadający przedmiot
  38. ulubione miejsce
  39. potok i las
  40. złączenie rąk
  41. dłonie na twarzy
  42. magiczny kształt
  43. górska wspinaczka
  44. kontrsugestia
  45. Metoda niewerbalna I , II
  46. Szybka indukcja I, II, III, IV
  47. Telewizor
  48. Relaksacja I
  49. Relaksacja II
  50. Schody
  51. Usztywnione ramię
  52. #050 - Słuchanie ze środka (interwencje Berta Hellingera)
  53. #051 - Pusty środek
  54. #052 - Rozmowy we dwoje - (Terapia par)
  55. "Teatr umysłu"
  56. "Wdzięczność
  57. #055 - Otwartość
  58. "Wystarczy zauważyć"
  59. "Poradnik" swoich myśli
  60. Uważność
  61. Zaśpiewaj własne myśli
  62. Polaryzacja myślenia
  63. Arogancja
  64. "Nie zaprzyjaźniaj się z umysłem"
  65. Zapętlanie
  66. "Myśli nie są przyczynami
  67. Nakarm tygrysa
  68. "Kto tu rządzi?"
  69. Zabierz umysł na spacer
  70. "Ok. Masz rację . I co teraz?
  71. Zdejmij buty
  72. Dlaczego, dlaczego, dlaczego?
  73. #073 – Symbole i rytuały terapeutyczne
  74. #074 - Zmiana wzorca lub struktury

czas na protokoły terapeutyczne !

4 października 2010

Powroty czyli powtórka z podwórka

Comeback-Kid-Symptoms-and-Cures

Już jestem

Pochłonięty przez projekt przy którym nie ma komputera (jest to jeszcze możliwe na szczęście!), zawiesiłem wpisy na bloga, jednak już jestem. Zaczynam od uporządkowania niedokończonych rzeczy.Jeśli chodzi o czerwcową zagadkę z Dziewczynką z zapałkami to niestety nikt nie odgadł, a szkoda po fantem była dobra książka. Prawidłowa odpowiedź to dziadek.  O jego roli i znaczeniu  dla osób ze skryptem tej bajki dowiedziałem się prowadząc terapię osoby, której była to ulubiona bajka z dzieciństwa. Jak będą chętni to wyjaśnię dlaczego dziadek jest istotny.

Zastanawiam się nad kwestią powrotów w terapii, dotyczy to głównie powracających na terapię pacjentów. Każdy taki ruch jest właściwy i oznacza chęć zmiany, oczywiście poza tym, jest źródłem cennej wiedzy diagnostycznej, min. o tym jakie pacjent tworzy scenariusze zakończeń, jaką tworzy relacje, co takiego stało na przeszkodzie ostatniej terapii, itp. W istocie jest to moment napięcia, z jednej strony chęć zmiany z drugiej doświadczanie jak na widelcu tego, dzięki czemu ta zmiana nie może być zrealizowana. Osobiście uważam taki ruch za dobry dla terapii,zwłaszcza wtedy jeśli uznamy,że pacjent może kolejny raz zakręcić się dookoła i wrócić do tego samego punktu. Im szybciej psychoterapeuta zauważy to jak pacjent kręci się dookoła własnego ogona,tym szybciej jest mu wstanie pomóc. Powrót ma więc pewien wymiar symboliczny, moment któremu zarówno Pacjent jak i Psychoterapeuta nadają znaczenie, i wydaje się im szybciej uda im się wyjść poza znaczenie owego symbolu, tym lepiej dla obojga.

18 czerwca 2010

Obiekt przejściowy

obiekt przejsciowy

9 czerwca 2010

Zagadka

3020192718_ddd594e862_b

Kogo brakuje w bajce “Dziewczynka z zapałkami”?

 

 

Odpowiedź podam  24.06.2010, dla osoby, która dobrze odpowie nagroda niespodzianka.

1 czerwca 2010

Męskość – droga syna do ojca

A_Kick_To_The_Head_by_gilad

 

fragment sesji terapeutycznej, pacjent-Augusta Napier. Dobra ilustracja drogi do męskości. Niektórym trudno się z tym pogodzić – ale tak to już jest – jedyna droga do męskości to doga syna do ojca.

 

Przepracowałem na spotkaniach z Alem kilka „struktur", ale pierw­szą zapamiętałem szczególnie wyraźnie. Do zdarzenia doszło w tym sa­mym pustym pokoju z wykładziną, który już opisywałem. Świeciło słoń­ce i wszyscy siedzieliśmy na podłodze w kręgu. Ja siedziałem w środku zwrócony twarzą do uśmiechniętego mężczyzny w jeansach i adidasach, który właśnie ustawiał minutnik. Poczułem silny niepokój. Co mam po­wiedzieć? Nad czym chcę pracować? Nie byłem tego pewien, choć nie­jasno przeczuwałem, że chodzi o mojego ojca.

Nagle usłyszałem swój głos.

-Chciałbym popracować nad relacją z ojcem. Jego problemami. Moimi problemami z nim.

- Czy możesz mi coś o nich opowiedzieć? - zapytał Al ciepło.

Gdy zacząłem opowiadać o swojej rodzinnej historii, przyglądał mi

się uważnie. Wspomniałem o złości na ojca.

- Mam wrażenie, że najbardziej przeszkadzała mi w nim jego sła­bość - powiedziałem i głos na moment mi się załamał. - Oraz świado­mość, że często go przy mnie nic było.

Po chwili dodałem:

- Szczerze mówiąc, mam problem z odczuwaniem złości na niego.

Al zauważył, że głos załamał mi się na słowie „słabość", i czekał na

reakcję z mojej strony. Poczułem, że trafnie rozpoznał mój problem. Ze­brało mi się na płacz, ale potem, równie nagle, łzy gdzieś zniknęły.

- Szybko odsuwasz od siebie uczucia - stwierdził.

Miał rację, już wcześniej dostrzegłem tę przypadłość. Nie pozwala­łem sobie na silne i spontaniczne emocje. Brakowało mi tej wolności.

W gabinecie zapanowała cisza. Al myślał, a inni uczestnicy spotka­nia przyglądali się scenie w skupieniu. Słyszałem cichy syk ekspresu do kawy, który stał na korytarzu.

- Chciałbym coś zaproponować - powiedział Al. - Może wybierzesz kogoś z grupy do roli idealnego ojca? Kogoś silnego.

Na wzmiankę o tej możliwości poczułem ekscytację, strach, lęk.

- Dobrze - odparłem ostrożnie i rozejrzałem się wokół.

Wreszcie wybrałem wysokiego, atletycznego mężczyznę, którego za­wsze lubiłem.

- Czy mógłbyś odegrać rolę idealnego ojca? - zapytałem.

- Odegram rolę idealnego ojca - odparł, stosując rytualną konwen­cję dialogu obowiązującą na spotkaniach z Pesso.

Podniósł się z pocłlogi i wszedł w środek kręgu. Ja natychmiast wsta­łem, jakbym chciał wyjść mu na spotkanie.

- To ciekawe - stwierdził Pesso na widok mojego zachowania.

Po chwili milczenia zapytał:

- Co chcesz zrobić?

- Nie wiem - odparłem z wahaniem. - Z jakiegoś powodu mu nie ufam.

- Oczywiście że nie. Dlaczego miałbyś mu ufać? - powiedział Pesso i dodał: - Pozwól, że coś zasugeruję. Może przez chwilę spróbujesz się z nim posiłować? Dzięki temu przekonasz się, czy jest silny.

Pokazał nam obu, co mamy robić. Mężczyźnie, który odgrywał rolę idealnego ojca, kazał przyjąć odpowiednią pozycję, z jedną nogą dla równowagi wysuniętą do tyłu. Ja miałem położyć obie ręce na jego ra­mionach. Przypomniałem sobie jedno z ćwiczeń na boisku w liceum, w którym jeden z graczy stawiał opór, a drugi starał się go odepchnąć.

Gdy poczułem niewzruszoną masę partnera (który był nieco więk­szy ode mnie i doskonale ustawiony), wezbrała we mnie energia. Z sze­rokim uśmiechem zacząłem mocniej pchać, a on z trudem utrzymy­wał równowagę.

-To tutaj schowałeś energię - rzucił z zainteresowaniem Al. - Po­doba ci się to ćwiczenie.

Już miałem znowu popchnąć idealnego ojca, gdy nagle Al mi prze­rwał.

- Poczekaj. Za chwilę twoja historia mogłaby się powtórzyć.

Najwyraźniej martwił się, że pokonam partnera i uznam, iż jest nie­wiarygodny. Al szybko wybrał z grupy czterech innych mężczyzn, któ­rzy podparli mojego idealnego ojca.

- Spróbuj teraz - stwierdził z uśmiechem.

Tym razem pchałem z całych sił, a idealny ojciec nawet nie drgnął. Stał przede mną niczym solidny mur męskości. Zacząłem pchać jesz­cze mocniej, ale ślizgałem się po podłodze.

- Zdejmij skarpetki, będziesz miał lepszą przyczepność - dora­dził Al.

Szybkim ruchem zdjąłem skarpety, aby móc jak najszybciej powró­cić do walki. Przyjąłem przed idealnym ojcem odpowiednią pozycję. Położyłem mu ręce na ramionach, zebrałem w sobie całą moc i znowu zacząłem pchać. Tym razem stałem pewnie w miejscu - podobnie jak on. Poczucie, że ten mężczyzna jest prawdziwie nieugięty, uwolniło we mnie falę prymitywnej wściekłości i radości.

- Czyżby nadal wydawało ci się, że możesz go pokonać? - zapytał Al. - Spróbuj popchnąć go jeszcze raz.

Mój rzeczywisty ojciec był słaby, ale jednocześnie nie stronił od kar. Świadomy tego, nauczyłem się kontrolować i ukrywać swoją siłę. W kon­takcie z „silną" postacią wreszcie poczułem, że moją moc może poskro­mić ktoś z. zewnątrz. Dzięki temu zacząłem bardziej bezpośrednio prze­żywać i wyrażać uczucia - zwłaszcza złość.

Z niemal stuprocentową pewnością, że potrafię przewrócić nic tyl­ko stojącego przede mną idealnego ojca, lecz również czterech męż­czyzn podpierających go, agresywnym ruchem przyłożyłem ramię do jego brzucha, schyliłem się, aby mieć więcej siły, i znowu zacząłem pchać. Idealny ojciec zachwiał się lekko pod moim naporem i wypuś­cił powietrze ze zdumienia, lecz mężczyźni za nim trzymali pozy­cje. Spróbowałem popchnąć ich znowu. Tym razem, walcząc z twar­dą jak skała grupą, wydałem z siebie długi, bolesny jęk. Wraz z tym jękiem, w którym rozbrzmiewała mieszanina cierpienia i ulgi, coś we mnie pękło. Może wreszcie opuściło mnie poczucie samotnej om- nipotencji? Może zniknęło zyskane dzięki długiej nieobecności ojca podczas wojny przekonanie, że jestem odpowiedzialny za cały świat i jakoś muszę zachować niepodważalną moc? Może przestałem wie­rzyć, że mógłbym pokonać tatę? To doświadczenie sprawiło, że po­czułem głęboką ulgę.

Nagle potrzeba walki z idealnymi ojcem zniknęła bez śladu. Niczym pokonany bokser zwaliłem się na podłogę. Al zauważył zmianę w mo­jej postawie i pokierował mną.

- Mam wrażenie, że chciałbyś odpocząć - stwierdził.

Dysząc ciężko, wyczerpany wysiłkiem fizycznym, ukląkłem przed idealnym ojcem. Przeżywałem moment słabości. Zostałem pokonany, czułem się osamotniony i obnażony przed grupą.

Musiałem przechylić głowę na bok, bo Al skomentował:

- Mam wrażenie, że chciałbyś się położyć.

Przyjąłem tę jednoznaczną interpretację mowy mojego ciała, poło­żyłem się na podłodze i aby się ochronić, zwinąłem się w kłębek. Teraz czułem jeszcze większe osamotnienie. Al oczywiście to dostrzegł.

- Czy chciałbyś uzyskać wsparcie od idealnego ojca? - zapytał ła­godnie.

- Chyba tak - odparłem.

- Uklęknij obok niego-Al poinstruował mężczyznę odgrywającego tę rolę. - Czy chcesz, aby idealny ojciec położył ci rękę na ramieniu?

- Może to zrobić - zgodziłem się.

Poczułem się lepiej, kiedy mój partner wykonał polecenie Ala.

- Co się dzieje? - zapytał Al. - Co czujesz?

- Przypominam sobie dzieciństwo - odpowiedziałem z rozmarze­niem.

Nie jestem pewien, co wywołało te wspomnienia - może dotkliwa samotność, której doznałem, gdy leżałem skulony na podłodze. W każ­dym razie przypomniało mi się pewne wydarzenie z okresu drugiej woj­ny światowej.

Wraz z mamą i siostrą pojechaliśmy na letnie wakacje do taty, któ­ry stacjonował w bazie w New Jersey. Wynajęliśmy apartament niedale­ko koszar. W jednym z pierwszych dni naszego pobytu tato zabrał mnie do bazy. Miałem wtedy cztery, może pięć lat. Mama pewnie powiedzia­ła mu, że po południu powinienem się zdrzemnąć, bo po niesamowi­tym poranku, podczas którego oglądałem same cuda - karabiny, koszary, maszerujących żołnierzy - znalazłem się na drewnianej pryczy w ogrom­nym, rozświetlonym słońcem namiocie. Tato kazał mi spać. Był ofice­rem, więc też mógł uciąć sobie drzemkę. Położył się po drugiej stronie gigantycznej słonecznej przestrzeni i nim upłynęło kilka minut, smacz­nie zasnął.

Byłem zachwycony kontaktem z ojcem po roku nieobecności, po­budzony wydarzeniami poranka i zbyt podekscytowany, aby zasnąć. Leżałem więc, rozdarty między radością z tego, że znowu mam tatę, a frustracją i samotnością, które obudziła we mnie odległość od jego pryczy. Pogrążony we śnie, wydawał mi się bardzo daleki. Poczułem na­głe, silne pragnienie, aby położyć się obok i przytulić do niego, wtulić w jego potężną, męską „żołnierskość", chłonąć ojca, którego tak bar­dzo mi brakowało. Ale zdusiłem w sobie ten impuls. Wiedziałem, że to zabronione. Ojciec zdenerwowałby się na mnie, gdybym tak zro­bił. Leżałem więc i czekałem bez końca, aż się obudzi. Słuchałem brzęczenia muchy uwięzionej w dusznym namiocie wraz z promie­niami słońca.

Przedstawiłem Alowi szkic tego wspomnienia.

- Może uda nam się odtworzyć tę scenę zgodnie z twoimi pragnie­niami — powiedział ciepłym głosem.

Nagle poczułem się zaniepokojony i obnażony. Najwidoczniej ze­sztywniałem, bo Al zapytał:

- Czy myśl o tym budzi w tobie lęk?

- Tak - odparłem stanowczo.

- Ojcu by się to nie spodobało? - zasugerował.

- Odwieczny lęk przed homoseksualizmem — oznajmiłem.

Byłem świadom tego problemu u wielu mężczyzn.

- Mamy kilka możliwości - stwierdził Al. - Możemy popracować nad lękiem twojego ojca przed bliskością z synem albo trzymać się ojca ide­alnego. Czy wolałbyś którąś z tych ścieżek?

Nadal czułem kojącą obecność idealnego ojca, który klęczał przy mnie. Powiedziałem o tym Alowi.

- W takim razie niech idealny ojciec powie coś, co chciałbyś od nie­go usłyszeć - zaproponował Al.

Kiedy skinąłem głową z aprobatą, dodał:

- Co ma powiedzieć?

- Idealny ojciec powiedziałby, że nie poczułby lęku ani dezaproba­ty, gdyby syn po roku nieobecności chciał położyć się obok i przytulić do niego.

Al przekazał instrukcje mężczyźnie, który odgrywał rolę idealnego ojca.

- Gdybym był twoim ojcem, nie poczułbym lęku ani dezaproba- ty, gdybyś po roku nieobecności chciał położyć się obok i przytulić do mnie.

Kiedy idealny ojciec wypowiedział te słowa, trochę się odprężyłem. Znowu przypomniałem sobie ciepłe wnętrze namiotu i odgłos odde­chu taty.

- Coś jeszcze? - zapytał Al.

- Mógłby powiedzieć, że nic się nie stanie, jeśli położę się obok i przytulę do niego - stwierdziłem.

- Nic się nie stanie, jeśli położysz się obok i przytulisz do mnie - po­wiedział idealny ojciec.

- Chcesz spróbować? - zapytał Al rzeczowo.

- Chyba tak — odparłem z zamkniętymi oczyma, pragnąc jak najdłu­żej zatrzymać przy sobie wspomnienie o ojcu.

Pod kierunkiem Ala, który starał się odczytać moje potrzeby z wy­syłanych przeze mnie sygnałów, mężczyzna odgrywający rolę idealne­go ojca położył się obok mnie na podłodze zwrócony twarzą w tym samym co ja kierunku. Położył rękę na moim boku. Przez moment znowu poczułem niepokój, ale potem przypomniałem sobie jego peł­ne otuchy słowa. Rozluźniłem się i przywołałem wizję ojca, który nie czuł lęku ani wstydu wobec najzupełniej zdrowej potrzeby fizycz­nego wsparcia u syna. Obecność innych członków grupy przyniosła mi ulgę i ukojenie. Pomogła mi również swoboda, z jaką Al podcho­dził do rozgrywającej się przed jego oczyma sceny. Poddałem się za­dowoleniu, czując ciężką, opiekuńczą rękę idealnego ojca na moim boku. Nie mam pojęcia, jak długo leżałem na podłodze pogrążony w niby-śnie. Rozkoszowałem się cudowną wizją, kiedy nagle usłysza­łem cichy dźwięk minutnika.

- Nie musisz przerywać - powiedział Al.

Jeszcze przez chwilę oczyma duszy oglądałem tę scenę. Usiłowa­łem zapamiętać poczucie komfortu i ulgi, które może dać taki ojciec. Gdy wreszcie otworzyłem oczy i, mrugając, rozejrzałem się po gabine­cie, powitał mnie wzrok innych uczestników grupy, pełen ciepła i sza­cunku. Idealny ojciec wyszedł z roli i z uśmiechem wypowiedział swoje imię. Wstałem i zająłem moje stałe miejsce przy ścianie.

W ciągu kilku następnych lat przepracowałem na spotkaniach z Alem parę innych struktur. Podczas jednej z nich - niezwykle gwałtownej -wyraziłem mnóstwo złości i frustracji na ojca. Innego dnia idealny oj­ciec zaczął ze mną żartować i udowodnił, że ma poczucie humoru. Pa­miętam też płaczliwe ćwiczenie, kiedy pożegnałem się z tymi cechami ojca, które w nim kochałem. Jednak tę pierwszą strukturę zawsze nosi­łem w sobie jako wyjątkowy talizman. W nadchodzących latach stała się metaforą, wokół której toczyłem walkę o odnalezienie w sobie no­wego mężczyzny: stanowczego i silnego człowieka, który potrafi otaczać opieką innych. W ten zbiór wyobrażeń włączyłem wszystkie cechy po­żądanej męskości, pożądanej formy istnienia, modelu, któremu usiło­wałem - nierzadko z trudem - sprostać.

Bookmark and Share

26 maja 2010

Cytat miesiąca

12 maja 2010

#074 - Zmiana wzorca lub struktury

Eyewash_by_NHdesign

______________

 

Zmian wzorca, zmiana struktury
(z warsztatów Billa’a O’Hanlon)

  • Interwencja we wzorzec = Zmiana DZIAŁANIA

Depatterning – interwencje budowane wokół zgłaszanego problemu

Repatterning – interwencje tworzące nowy model dla problemu

  1. Zmiana cielesnych reakcji i zachowań objawu
  2. Zmiana lokalizacji objawu
  3. Zmiana czasu (czas trwania, pora dnia, itp.).
  4. Zmiana modalność opowiadania o objawie
  5. Zmiana elementów wywołujących oraz będących konsekwencją objawu
  6. Zmiana sposobu zaangażowania się w objaw
  7. Wprowadzenie nowego elementu do wzorca.

  • INTERWENCJE W STRUKTURĘ = Zmiana postrzegania

Deframing – zmiana wpływająca na aktualne ramy odniesienia

Reframing – wprowadzenie nowych ram odniesienia

  1. Nowa ocena (pozytywnej lub negatywnej) objawu lub sytuacji.
  2. Nowe wyjaśnienie dla przyczyn objawu lub sytuacji
  3. Użycie Humoru w celu budowy nowych skojarzeń
  4. Rozdzielenie elementów związanych z sytuacją lub objawem
  5. Wykorzystanie analogii, anegdoty i opowieści celem zobaczenia nowych możliwości
  6. Zwrócenie uwagi na te aspekty objawu, które wcześniej były pomijane
  7. Nowa nazwa dla objawu
  8. Uzewnętrznienie objawu (cel -  przekonanie, że problem jest poza osobą)

___________

Warsztaty Bill’a O’Hanlon

___________

Bookmark and Share

9 maja 2010

Zakazana amunicja

 

MarriageMediationArt

__________________

Czytając “Małżeństwo, krucha więź – w poszukiwaniu partnerstwa i trwałościAugusta Napier’a znalazłem dość interesującą “listę zakazanej amunicji”, która  to może się przydać w niejednym związku. Oczywiście to tylko propozycja, lista ma być raczej inspiracją do stworzenia przez partnerów własnego zestawu chwytów zabronionych. Jaki jest tego cel? Przede wszystkim stworzenie warunków do kreatywnego rozwiązania problemu. Przestrzeganie wytycznych skutkuje tym, że kłótnie o błahostki nie przeradzają się w regularne wojny, gdzie bez końca powtarzane są te same chwyty.

  1. Straszenie rozwodem, gdy w rzeczywistości wcale o nim nic my­ślimy (na poziomic nieświadomym wywołuje u przeciwnika prze­rażenie).
  2. Opuszczenie sceny sporu. Ten dramatyczny ruch często symbo­lizuje ukrytą groźbę wyjścia ze związku. Odnosi niemal taki sam skutek jak grożenie rozwodem.
  3. Atakowanie cech charakteru, motywacji lub podstawowej war­tości partnera. Intencja, która kryje się za złością, jest niezwykle istotna. Możemy się kłócić, chcąc nawiązać z kimś kontakt, aby ktoś nas usłyszał. Nic wolno jednak dokonywać zamachu. Od cza­su do czasu wszyscy mamy ochotę skrzywdzić partnera, ale ten impuls pojawia się niemal zawsze wtedy, kiedy spór rozjątrzy ja­kąś ranę z dzieciństwa.
  4. Atakowanie rodziny, w której partner się wychował (ataki wywo­łują w partnerze poczucie winy i nieuchronnie prowokują go do obrony rodzinnych schematów).
  5. Odwracanie uwagi. Kiedy przegrywamy kłótnię, często czujemy pokusę przywołania jakichś wydarzeń z przeszłości lub zmiany te­matu: „Zawsze tak robiłeś, a poza tym robisz to i tamto!". War­to trzymać się teraźniejszości.
  6. Wikłanie innych w spór. „Twój brat się ze mną zgadza" - to pró­ba powołania się na wsparcie innych. W skrajnych przypadkach rodzice — niemal na siłę — wciągają w kłótnie swoje dzieci: „Czy zgadzasz się ze mną, że ojciec jest nieodpowiedzialny?". Taką strategią wyrządzamy dziecku ogromną krzywdę i zachęcamy prze­ciwnika cło kontrataku. Nim się spostrzeżemy, każde z rodziców zgromadzi własne kadry w boju. Trzeba nauczyć się walczyć we własnej sprawie.
  7. Udawanie porażki. Niezmiernie trudno jest się kłócić z osobą, która wydaje się zdruzgotana naszą złością. Niektórzy ludzie po­trafią niezwykle umiejętnie wykorzystać własną słabość, aby roz­broić przeciwnika. „Czuję się strasznie winny i przygnębiony na myśl o tym, że znowu się napiłem". Ta wypowiedź wysyła do roz­złoszczonej partnerki komunikat: „Nie złość się na mnie, bo ja już jestem na siebie zły". Ucieczka w łzy, depresję lub wyrzuty su­mienia bywa nieświadomym sposobem na wytrącenie współmał­żonkowi broni z ręki. Ludzie, którzy korzystają z tej metody uni­kania konfliktów, często naprawdę boją się złości, ale jednocześnie mają trudność z braniem odpowiedzialności za własne życie.
  8. Postawa defensywna. „Mylisz się. Nie chciałem tego zrobić. Poza tym ty wczoraj zrobiłaś to samo". Defensywa wydaje się strate­gią całkowicie naturalną, lecz prowadzi donikąd. Nasz partner — z jakiegoś powodu zdenerwowany lub zły - czuje, że go nie słu­chamy i nie zauważamy. Próbuje więc jeszcze dobitniej zwrócić nam uwagę na punkt sporny. Jeśli oskarża nas lub krytykuje, to zapewne mocniej okopiemy się na swojej pozycji. c

Zachęcam do domowych eksperymentów!

__________________

Bookmark and Share

6 maja 2010

Astma, depresja i integratywność

 

3306063109_0089763fc9_b

___________

Czy ma coś  wspólnego astma z depresją? Częściową odpowiedzią na to pytanie są wyniki badań Bruce’a D. Miller z Uniwersytetu NY. Wraz z zespołem przeprowadził dość nieprzyjemny eksperyment  (źródło) – 90 dzieci chorych na astmę (połowa z objawami depresji, połowa bez) było badane pod kątem pojemności oddechowej w dwóch sytuacjach - przed oglądaniem filmu ET: Extraterrestrial, i tuż po.  Film zawierał różne niepojące sceny.

U dzieci z astmą i objawami depresji pojawiała się silna reakcja stresowa, a pojemność płuc malała do poziomu “dmuchnięcia przez słomkę”, gdy oglądały sceny zawierające stratę, śmierć i rozstanie, w przeciwieństwie do drugiej grupy dzieci. Wyniki Millera są potwierdzeniem dotychczasowych badań nad objawami depresyjnymi u osób z astmą, niektóre badania ( Gethe 2001, Nejtek, 2001, Peterson 2000) wykazują, że aż 50% osób chorych na astmę doświadcza objawów depresji. Jakie ma to znaczenie dla samej psychoterapii? Właściwie to dość duże, gdyż wiedza ta zmienia bądź wzbogaca leczenie astmy, zarówno w kontekście samej medycyny jaki i psychoterapii.

Wyniki badań Millera można zrozumieć pełniej dzięki psychoanalitycznej teorii rozwoju astmy. Jedna z takich teorii zakłada, że astma jest  formą obiektu przejściowego i rozwojowo przynależy do fazy separacji- autonomii (dzieci, które chorują na astmę nie mogą osiągnąć autonomii, gdyż wiązałoby się to dla nich z utratą relacji i obiektu czyli jak to określa Katarzyna Schier – z  formą śmierci psychicznej) Nie trudno więc zrozumieć, że wszelkie doświadczenie straty, rozstania, śmierci powoduje powstanie albo wzmocnienie objawu – astmy. Pozostaje pytanie – dlaczego dziecko tak nieadekwatnie reaguje na sytuacje straty – tu psychoanaliza łączy się z teorią systemową, (transgeneracyjną, ale i z rozumieniem Berta Hellingera) – doświadczany lęk nie jest lękiem dziecka, a rodzica, i najczęściej wiązany jest z realną śmiercią członka rodziny (bądź z doświadczeniem traumy) , nawet tą z poprzednich pokoleń.

Jak widać już  sama hipoteza wyjaśniająca wykorzystuje różne podejścia teoretyczne, a jeśli chodzi o  leczenie osób z objawami astmy, to stanowi one trudne wyzwanie dla terapeutów i lekarzy, gdyż zawiera wiele czynników i co za tym idzie kilka teorii ukazujących problem w całości. Wniosek taki, że bez integracji (czy to na poziomie dyscyplin, czy to na poziomie teorii) póki co się nie obejdzie.

Na koniec próbka takiej integracji – hipotezy patomechanizmu astmy – stworzone przez Katarzynę Schier

1. W rodzinach osób chorych na astmę występuje transgeneracyjny przekaz sposobu regulacji emocji, związany z pokoleniowym przekazem konsekwen­cji traumy w relacji z drugą osobą.

2. Osoby chore na astmę pozostają na poziomie wewnątrz psychicznym w związkach, które można określić jako symbiotyczne. Taki rodzaj relacji jest próbą „ochrony" dobrej relacji z drugą osobą poprzez uczynienie z włas­nego ciała „wrogiego obiektu" (w podobny sposób wyjaśnia się mechanizm zaburzeń autoimmunologicznych - Sivik, Byrne, Lipssit, Christodoulou, Dienstfrey) (2002).

3. Brak dostępu do emocji, trudności z ich identyfikowaniem i różnicowaniem są rezultatem specyficznej więzi emocjonalnej w rodzinach osób chorych, co prowadzi wtórnie do trudności rozwojowych, na przykład do zaburzeń procesu separacji-indywiduacji w okresie dorastania. Stosując terminologię teorii regulacji emocji, można powiedzieć, że w rodzinach osób chorych bliska osoba staje się regulatorem emocji, zahamowane zostają natomiast procesy samoregulacji. Zjawisko to wyjaśnia opisywaną przez lata przez psychoanalityków fuzję między dziećmi chorymi na astmę a ich opiekuna­mi. Jeżeli inny człowiek pełni dla danej osoby funkcję regulatora jego stanów wewnętrznych, musi być on stale - w sensie psychicznym i real­nym - dostępny.

___________

Bookmark and Share

28 kwietnia 2010

Freud i Jung w kobiecych sidłach

 

talking

 

Zapowiada się wielka gratka filmowa. David Cronenberg właśnie kończy zdjęcia do “The Talking Cure” -  filmu opowiadającego historie trójkąta – Carl Gustav Jung, Sabine Spielrein , Zygmund Freud . Film opowiada o  kulisach przyjaźni i rozstania Junga z Freudem, ale przede wszystkim przybliża postać Sabine Spielrein; postaci tajemniczej, świadomie pomijanej i niedocenianej przez psychoanalityczne grono. Dopiero po 1986 roku możliwy był wgląd historyków w korespondencję Junga z Sabine Spielrein i jak się okazało historię trójkąta Jung, Freud i Spielrein trzeba było napisać od nowa, co było możliwe dzięki przypadkowi

Jest początek 1977 roku, Genewa, dawny Instytut Psychologii. Robotnicy zajmujący się renowacją budynku trafiają na tajemnicze kartonowe pudło z dokumentami. Od ponad 60 lat skrywa ono korespondencję niejakiej Sabiny Spielrein z pionierami psychoanalizy - Zygmuntem Freudem i Carlem Gustavem Jungiem. Są też fragmenty jej dzienników. Genewskie odkrycie wprowadza zamęt wśród historyków i psychoanalityków, bo większość z nich nigdy nie słyszała o Spielrein. Badacze szukają kolejnych śladów Spielrein i wkrótce znajdują: nowatorskie prace naukowe, intymne listy, kolejne zeszyty dzienników. Dokumenty są pełne luk i niedomówień. Do tego spadkobiercy Junga przez prawie dziesięć lat od genewskich odkryć blokowali dostęp do korespondencji psychoanalityka ze Spielrein (Klara Naszkowska – Wysokie obcasy GW)

Film Davida Cronenberga rozpoczyna się od przyjęcia Sabine do  kliniki psychiatrycznej Burghölzli w Zurychu. Dokładnie w tym samym czasie  młody, nikomu nieznany, zafascynowany pracami Freuda Carl Gustav Jung rozpoczyna swoją praktykę lekarską – a pierwszą pacjentką jest właśnie Sabine Spielrein (tak rzeczywiście było). Relacje pomiędzy tą trójką są kanwą filmu, ale i najprawdopodobniej przyczynkiem do powstania podstawowych założeń zarówno psychoanalizy jak i psychologii analitycznej. Więcej tutaj .

Zapowiada się miodnie, zwłaszcza, że uwielbiam Cronenberga. Keira Knightley wcieli się w rolę kochanki Junga, Michael Fassbender zagra Junga a Viggo Mortensen  Freuda.

_sabina

 

________________

Bookmark and Share

22 kwietnia 2010

Jak się nie zmieniać

 

 

1263463910EoVU89

Jak się nie zmieniać

czyli

10 strategii jak pozostać w potrzasku

 

kolejna odsłona z warsztatów Billa O’Hanlon

1. Nie słuchaj nikogo

2. Słuchaj wszystkich

3. Nieustannie analizuj i nie wprowadzaj żadnych zmian

4. Przypisuj innym winę za swoje działania i problemy

5. Wiń wyłącznie siebie za wszystko co cię spotyka

6. Rób dalej to, co nie działa

7. Dalej koncentruj się na tych samych rzeczach , gdy nie możesz się skupić

8. Gdy określone myśli nie dają rozwiązania myśl tak dalej

9. Tkwij dalej w nieprzyjaznym dla Ciebie środowisku

10. Utrzymuj dalej te kontakty, które są dla Ciebie niesatysfakcjonujące

___________________

warsztaty Billa O’Hanlon

___________________

Bookmark and Share

19 kwietnia 2010

Rocznica pierwszego “naukowego” odlotu

photo3

 

z serii psychoterapie wyklęte

 

Dokładnie  67 lat temu, 19 kwietnia 1943 roku, Albert Hofmann przyjął świadomie w celach naukowych, pierwszą dawkę (dokładnie 0,25mg) LSD-25. wcześniej 16 kwietnia doświadczył “dziwnych stanów wizyjnych” niewiadomego pochodzenia, za przyczynę takiego stanu rzeczy uznał mikroskopijną ilość substancji nad którą pracował, a która to mogła przedostać się przez skórę na palcach do krwiobiegu. Sam nie wierzył aby tak mała ilość substancji mogła dać efekt odczuwalny psychicznie i jako naukowiec pełną gębą postanowił przeprowadzić eksperyment z substancją na sobie samym.

Z okazji tej niecodziennej rocznicy postanowiłem przytoczyć całe doświadczenie Hofmanna z  19 kwietnia 1943 roku:

4/19/4316:20:

0.5 cm3 Z 1/2-promilowego, wodnego roztworu winianu dwuetyloamidu, doustnie = 0.25 mg winianu. Zażyte po rozcieńczeniu w 10 cm3 wody. Bez smaku.

17:00:Początek zawrotów głowy, uczucie niepokoju, zaburzenia w widzeniu, oznaki paraliżu, chęć śmiania się.

Uzupełnienie z dnia 21 kwietnia:

Do domu na rowerze. Między godz. 18.00- 20.00 najpoważniejszy kryzys. Ostatnie słowa pisałem z wielkim trudem. Odtąd było już dla mnie jasne, że przyczyną niezwykłego przeżycia z ostatniego piątku było LSD, gdyż zmiana doznań była tego samego rodzaju, choć tym razem stan ten był dużo intensywniejszy. Wiele wysiłku musiałem wkładać w to, aby mówić z sensem. Poprosiłem mojego laboranta, który był poinformowany o tym, że przeprowadzam eksperyment na samym sobie, aby eskortował mnie do domu. Pojechaliśmy rowerami, gdyż z powodu ograniczeń wojennych podróże samochodami były zakazane. W drodze do domu mój stan zaczął przybierać niepokojące formy. Wszystko w polu widzenia falowało i było zniekształcone jak w krzywym zwierciadle. Miałem również wrażenie bycia niezdolnym do ruszenia się z miejsca, choć - jak opowiadał mi później laborant - jechaliśmy bardzo szybko. W końcu, gdy cali i zdrowi dotarliśmy do domu, z trudem zdołałem poprosić mego towarzysza o sprowadzenie lekarza domowego i przyniesienie mleka od sąsiadów. Mimo konsternacji i stanu pomieszania, miałem przebłyski jasnego i racjonalnego myślenia, wybierając mleko jako środek odtruwający o działaniu ogólnym. Zawroty głowy i poczucie słabości były tak w tym momencie silne, że nie byłem w stanie utrzymać się na nogach i musiałem się położyć na sofie. Moje otoczenie uległo teraz przekształceniu i przybrało postać jeszcze bardziej przerażającą. Wszystko w pokoju wirowało, a znane przedmioty i meble zamieniały się w groteskowe, przepełniające lękiem formy . Wszystko było w ciągłym ruchu, poruszone jakby wewnętrznym niepokojem. Kobieta z sąsiedztwa, którą ledwie rozpoznałem, przyniosła mi mleko - w ciągu wieczora wypiłem go ponad dwa litry. Nie była już panią R., lecz raczej nieprzyjazną, podstępną wiedmą w kolorowej masce. Jeszcze gorsze - te demoniczne transformacje zewnętrznego świata, okazały się zmiany, które spostrzegłem w sobie, w swojej wewnętrznej istocie. Każdy wysiłek woli, każda próba zakończenia tej dezintegracji zewnętrznego świata i rozpuszczenia własnego ego, zdawały się stratą czasu. Zawładnął mną demon, który wziął w posiadanie moje ciało, umysł i duszę. Podskakiwałem i krzyczałem, próbując uwolnić się od niego, ale wkrótce tonąłem znów, leżąc bezradnie na sofie. Substancja, z którą chciałem poeksperymentować, zwyciężyła mnie. Był to demon, który pogardliwie triumfował nad moją wolą. Ogarnął mnie śmiertelny strach, że stanę się niepoczytalny. Przebywałem w innym świecie, innym miejscu, innym czasie. Ciało wydawało się pozbawione uczuć, pozbawione życia, obce. Czyżbym umierał? Czy to było to przejście? Niekiedy wydawało mi się, że przebywam poza swoim ciałem i z tego miejsca, jako zewnętrzny obserwator, jasno postrzegam wielki dramat swojej sytuacji. Nie zostawiłem nawet listu do rodziny (żona z trójką naszych dzieci pojechała tego dnia z wizytą do swoich rodziców mieszkających w Lucernie). Czy kiedykolwiek domyślą się, że nie podjąłem swojego eksperymentu bezmyślnie, w sposób nieodpowiedzialny, tylko z największą uwagą, i że takiego wyniku nie można było przewidzieć? Mój lęk i rozpacz stawały się coraz większe nie tylko z tego powodu, że młoda rodzina straci ojca, lecz także z obawy, że w samym środku obiecującego i przynoszącego owoce rozwoju, będę musiał porzucić nie zakończone badania chemiczne, które tak wiele dla mnie znaczyły. A oto inna idea, która pojawiła się, pełna cierpkiej ironii: jestem zmuszony przedwcześnie opuścić ten świat, gdyż to ja wprowadziłem do świata dwuetyloamid kwasu lizerginowego. W tym czasie, kiedy przybył doktor, szczyt depresji był już poza mną. Laborant poinformował lekarza o moim eksperymencie na sobie samym, gdyż ja sam nie byłem w stanie sklecić sensownego zdania. Potrząsnął głową w zakłopotaniu, gdy próbowałem opisać śmiertelne niebezpieczeństwo grożące memu ciału. Nie stwierdzał żadnych niepokojących objawów, poza niezwykle rozszerzonymi źrenicami. Puls, ciśnienie krwi i oddech były w normie. Nie widział żadnych powodów, aby przepisać jakie lekarstwo. Zamiast tego zaprowadził mnie do łóżka i stał, obserwując mnie. Powoli wracałem z niesamowitego, nieznanego świata do bezpiecznej, codziennej rzeczywistości. Horror zelżał i ustąpił miejsca poczuciu tym większego szczęścia i wdzięczności, im bardziej powracało zwykłe postrzeganie i myślenie, i im bardziej nabierałem przekonania, że niebezpieczeństwo choroby umysłowej mam już za sobą. Teraz, krok po kroku, zaczynałem podziwiać niespotykane barwy i gry kształtów, które jawiły się moim zamkniętym oczom. Kalejdoskopowe, fantastyczne obrazy przelewały się przeze mnie, zmieniając, bawiąc, otwierając i zamykając się w kręgach i spiralach, wybuchając w różnobarwnych fontannach, łącząc i grupując się w ciąglej przemianie. Docierało do mnie ze szczególną wyrazistością to, jak doznania akustyczne, takie jak odgłos klamki u drzwi lub warkot przejeżdżającego samochodu, przekształcały się w doznania wzrokowe. Każdy dźwięk generował żywo zmieniający się obraz, posiadający spójną formę i kolor. Późnym wieczorem moja żona wróciła z Lucerny. Ktoś poinformował ją telefonicznie, że miałem tajemnicze załamanie. Wróciła natychmiast, pozostawiając dzieci z dziadkami. Do tego czasu zebrałem się w sobie w stopniu wystarczającym, aby opowiedzieć jej, co się wydarzyło. Wyczerpany, zasnąłem, aby rano obudzić się odświeżonym, z głową czystą, choć wciąż z lekkimi objawami fizycznego zmęczenia. Czułem się świetnie, jak nowo narodzony, śniadanie smakowało znakomicie i dostarczyło mi niezwykłej przyjemności.

Kiedy później wyszedłem do ogrodu, w którym po wiosennym deszczu świeciło słońce, wszystko się skrzyło i śniło czystym światłem. .. Moje wszystkie zmysły wibrowały, będąc w stanie najwyższej wrażliwości, która utrzymywała się przez cały dzień. Ten eksperyment na sobie samym udowodnił, że LSD-25 wykazywało cechy substancji psychoaktywnej o szczególnych własnościach i niezwykłej mocy. Zgodnie z moją wiedzą, nie istniała żadna inna substancja, która wywoływałaby tak głębokie skutki psychiczne przy tak niskich dawkach i która powodowałby tak dramatyczną zmianę stanu świadomości człowieka oraz jego doznań związanych z wewnętrznym i zewnętrznym światem. Jeszcze bardziej znaczące wydawało się to, że byłem w stanie odtworzyć w pamięci każdy szczegół tego odurzającego doświadczenia z LSD, a to mogło tylko oznaczać, że umysłowa funkcja zapamiętywania nie została zakłócona nawet w szczytowym momencie eksperymentu, mimo głębokiego zaburzenia normalnego oglądu świata. Prze cały okres trwania eksperymentu byłem świadomy nawet tego, że jest to eksperyment, lecz żadnym wysiłkiem woli, mimo rozpoznania własnej sytuacji, nie umiałem strząsnąć z siebie świata LSD. Wszystkiego doświadczałem z przekonaniem o całkowitej realności tego, co się dzieje, choć była to realność alarmująca, gdyż, dla porównania, obraz innej, znanej i codziennej rzeczywistości, był równoczenie dokładnie zachowany w pamięci. Inną zaskakującą cechą LSD była jego zdolność do wywoływania tak głębokich i potężnych stanów odurzenia bez pozostawiania kaca. Wprost przeciwnie, następnego dnia po eksperymencie miałem jak już wspominałem - znakomitą kondycję fizyczną i umysłową. Byłem świadom tego, że LSD, jako nowy związek aktywny o takich właściwościach, może być użyteczny w farmakologii, neurologii, a zwłaszcza psychiatrii, oraz że może przyciągnąć uwagę odpowiednich specjalistów. Lecz nie miałem jeszcze wtedy pojęcia, że ta nowa substancja znajdzie zastosowanie także poza światem medycyny, jako środek na scenie narkotykowej. Ponieważ mój eksperyment na sobie samym ujawnił przerażający, demoniczny wymiar doświadczenia z LSD, ostatnią rzeczą, jaka mi mogła przyjść na myśl było to, że substancja ta może kiedykolwiek służyć za narkotyk dostarczający przyjemności. Nie udało mi się też podczas tej pierwszej próby rozpoznać znaczącego związku odurzenia LSD z doświadczaniem stanów wizyjnych, co zauważyłem dużo później, gdy zostały przeprowadzone eksperymenty ze znacznie już mniejszymi dawkami i w innych warunkach. Następnego dnia napisałem dla profesora Stolla wspomniany już raport na temat mojego niezwykłego eksperymentu z LSD-25 i wysłałem jego kopię dyrektorowi wydziału leków, profesorowi Rothlinowi. Zgodnie z oczekiwaniami, pierwszą reakcją było wielkie zdziwienie. Wkrótce otrzymałem telefon z zarządu. Profesor Stoll dopytywał: "Czy jesteś pewny, że nie pomyliłeś się w ważeniu? Czy podana przez ciebie dawka jest prawidłowa?" Z podobnymi pytaniami zadzwonił do mnie także profesor Rothlin. Byłem pewny co do tego, gdyż ważenie i odmierzanie dawki wykonałem sam. Ich wątpliwości były jednak do pewnego stopnia uzasadnione, gdyż do tego czasu żadna ze znanych substancji nie wywoływała najmniejszego choćby efektu psychicznego przy zastosowaniu miligramowych dawek. Istnienie aktywnego związku o takiej mocy wydawało się niemal nieprawdopodobne. Profesor Rothlin we własnej osobie i jego dwaj koledzy byli pierwszymi osobami, które powtórzyły moje doświadczenie z dawką trzy razy mniejszą. Lecz nawet na tym poziomie efekty były wciąż niezwykle dojmujące i całkowicie fantastyczne. Wszystkie wątpliwości odnośnie mojego raportu zostały rozwiane.

2466740775_6dab75f6d8_b

całość przygody Hofmanna z LSD w książce “LSD – moje trudne dziecko”

_________________

Pozostałe części z cyklu psychoterapeuci wyklęci:

_________________

Bookmark and Share

10 kwietnia 2010

Odeszli najlepsi – żegnajcie – będę pamiętał

The Dawn

 

Czas ledwie tyknął o 70 lat, a Katyń znów przyciąga i ścina głowy najlepszym. Czuję siłę w Polakach i wiem, że nie załamie to naszego ducha, może nawet wyjdziemy mocniejsi, póki co łączę się w bólu z rodzinami, tak więc blog na czas żałoby zamknięty.

 

 

10 kwietnia 2010

 

Pamięci:

PREZYDENT  LECH KACZYŃSKI

MARIA KACZYŃSKA

RYSZARD KACZOROWSKI, ostatni prezydent RP na uchodźstwie

KRZYSZTOF PUTRA, wicemarszałek Sejmu

KRYSTYNA BOCHENEK, wicemarszałek Senatu

JERZY SZMAJDZIŃSKI, wicemarszałek Sejmu

WŁADYSŁAW STASIAK, szef Kancelarii Prezydenta

ALEKSANDER SZCZYGŁO, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego

PAWEŁ WYPYCH, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta

STANISŁAW JERZY KOMOROWSKI, podsekretarz stanu w MON

TOMASZ MERTA, , podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury

MACIEJ PŁAŻYŃSKI, szef Stowarzyszenia Wspólna Polska

MARIUSZ KAZANA, dyr. protokołu dyplomatycznego MSZ

GEN. FRANCISZEK GĄGOR szef sztabu generalnego WP

MARIUSZ HANDZLIK, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta

ANDRZEJ KREMER, podsekretarz stanu w resorcie spraw zagranicznych

ANDRZEJ PRZEWOŹNIK, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa

PIOTR NUROWSKI, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego

JANUSZ KOCHANOWSKI, rzecznik Praw Obywatelskich

SŁAWOMIR SKRZYPEK, prezes NBP

JANUSZ KURTYKA, prezes IPN

JANUSZ KRUPSKI, kierownik Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych

Posłowie i senatorowie:

GRZEGORZ DOLNIAK

LESZEK DEPTUŁA

GRAŻYNA GĘSICKA

PRZEMYSŁAW GOSIEWSKI

ZBIGNIEW WASSERMANN

SEBASTIAN KARPINIUK

IZABELA JARUGA-NOWACKA

ALEKSANDRA NATALLI-ŚWIAT

ARKADIUSZ RYBICKI

JOLANTA SZYMANEK-DERESZ

WIESŁAW WODA

EDWARD WOJTAS

JANINA FETLIŃSKA

STANISŁAW ZAJĄC

Przedstawiciele kościołów i wyznań religijnych:

KS. BP GEN. DYWIZJI TADEUSZ PŁOSKI, ordynariusz polowy WP

MIRON CHODAKOWSKI, prawosławny ordynariusz WP

KS. PŁK ADAM PILCH, ewangelickie duszpasterstwo polowe

KS. PPŁK JAN OSIŃSKI, ordynariat polowy WP

KS. ROMAN INDRZEJCZYK, kapelan prezydenta

KS. PRAŁAT BRONISŁAW GOSTOMSKI

KS. JÓZEF JONIEC

KS. ZDZISŁAW KRÓL

KS. ANDRZEJ KWAŚNIK

Przedstawiciele Sił Zbrojnych RP:

GEN. BRONI BRONISŁAW KWIATKOWSKI, dowódca Sił Operacyjnych

GEN. ANDRZEJ BŁASIK, dowódca Sił Powietrznych

GEN. TADEUSZ BUK, dowódca Sił Lądowych

GEN. WOJCIECH POTASIŃSKI, dowódca Sił Specjalnych

WICEADMIRAŁ ANDRZEJ KARWETA , dowódca Marynarki Wojennej

GEN. KAZIMIERZ GILARSKI, dowódca Garnizonu Warszawa

Przedstawiciele Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń

TADEUSZ LUTOBORSKI

STEFAN MELAK

STANISŁAW MIKKE

BRONISŁAWA ORAWIEC-LOFFLER

KATARZYNA PISKORSKA

ANDRZEJ SARJUSZ-SKĄPSKI

WOJCIECH SEWERYN

LESZEK SOLSKI

TERESA WALEWSKA-PRZYJAŁKOWSKA

GABRIELA ZYCH

EWA BĄKOWSKA

ANNA MARIA BOROWSKA

BARTOSZ BOROWSKI

EDWARD DUCHNOWSKI

ZENONA MAMONTOWICZ-ŁOJEK

Osoby towarzyszące:

JOANNA AGACKA-INDECKA

CZESŁAW CYWIŃSKI

PPŁK. ZBIGNIEW DĘBSKI

KATARZYNA DORACZYŃSKA

ALEKSANDER FEDOROWICZ

DARIUSZ JANKOWSKI

GEN. BRYG. STANISŁAW KOMORNICKI

JANUSZ KRUPSKI

WOJCIECH LUBIŃSKI

BARBARA MAMIŃSKA

JANIANA NATUSIEWICZ-MILLER

KS. RYSZRD RUMIANEK

IZABELA TOMASZEWSKA

ANNA WALENTYNOWICZ

JANUSZ ZAKRZEŃSKI

Funkcjonariusze BOR

JAROSŁAW FLORCZAK

ARTUR FRANCUZ

PAWEŁ JANECZEK

PAWEŁ KRAJEWSKI

PIOTR NOSEK

JACEK SURÓWKA

MAREK ULERYK

DARIUSZ MICHAŁOWSKI

9 kwietnia 2010

Brak dostępu do matki lub ojca

Co się dzieje kiedy dziecko nie ma dostępu do ojca lub matki, np gdy jest w szpitalu?

poniżej zilustrowana odpowiedź

 

 

Tęsknota

reflections of-3036866674 

przechodzi w smutek

Dazed in hope !

 

a potem w żal

Free A Child's Cry for Peace Creative Commons-2380

rozpacz

Fdaitha!

i złość

 Wrath

6 kwietnia 2010

Rytuał pisania

Writing_by_after_the_party

Rytuał pisania

Ciąg dalszy wypisów z warsztatów Billa O’Hanlon, tym razem  rytuałał pisania jako metoda do samodzielnego zastosowania

Badania wykazują, ze już  15 minut (przez 4-5 dni) zapisywania własnych myśli i uczuć o sytuacjach trudnych jest skorelowana ze:

• Zmniejszoną ilością wizyt studentów w poradniach zdrowia psychicznego.

• Wzrostem limfocytów T (funkcjonalny system immunologiczny)

• Zwiększonym prawdopodobieństwem uzyskania nowej pracy po zwolnieniu.

• Zmniejszeniem lęku i depresji

• Poprawą zdrowia psychicznego i fizycznego u uczniów, studentów medycyny, osób przebywających w domach opieki, chorych na zapalenie stawów , ofiary gwałtu i więźniów

 

Zasady dla rytuału pisania:

  1. Napisz szczerze i otwarcie o swoich uczuciach i myślach w związku z sytuacją w jakiej się znajdujesz bądź jakiej doświadczyłeś wcześniej . Pisz szczerze i niczego nie cenzuruj, zadbaj o to aby nikt nie miał dostępu do tego co napisałeś. Zastanów się czy chcesz zniszczyć to co napisałeś Jeśli tak - może to być rytualne spalenie albo inna wybrana przez Ciebie forma zniszczenia.
  2. Pisz krótko, np. 15 minut.  Ten rodzaj pisania jest trudny emocjonalnie, ograniczenie czasu sprawi, ze prawdopodobnie zrobisz całość do końca.
  3. Pisz tylko przez cztery, pięć dni. Taki termin okazał się najlepszy podczas eksperymentów. Jednak nie ma tu typowych. Ten termin wydaje się praceguł ani sztywnych granic, jeżeli uznasz, ze chcesz bądź potrzebujesz robić to dłużej, to tak zrób.
  4. Zadbaj o swoją prywatność – znajdź najlepsze miejsce dla rytuału pisania, najlepiej takie w którym masz pewność, ze nic i nikt nie będzie Ci przeszkadzał
  5. Nie przejmuj się gramatyką, ortografią albo pisownią – po prostu pisz.
  6. Jeśli jest to możliwe pisz o tej samej porze dnia, choć wpływanie o różnych porach jest tak samo skuteczne
  7. Pisanie wydaje się być najwłaściwszą formą wyrazu, ale jeśli z jakiś powodów Ci nie odpowiada – nagraj swoje wypowiedzi na dyktafon albo video
  8. Ignoruj wszystkie powyższe wytyczne, jeśli odkryjesz, że coś działa lepiej, każdy jest wyjątkowy!

______________________

Warsztaty Billa O’Hanlon:

_______________________

Bookmark and Share