The Milton H. Erickson Foundation rozpoczęło pracę nad wyprodukowaniem filmu dokumentalnego o życiu i dziele Miltona H. Ericksona. Reżyserem filmu jest Alexander Vesely, psychoterapeuta i filmowiec austriackiego pochodzenia.
5 stycznia 2011
2 listopada 2010
Pomiędzy instynktem a intelektem
Dziś polemika Donny Orange z Georgy Hagman’em.
Donna Orange jest jednym z wiodących psychoanalityków w Ameryce. Związana jest z intersubiektywną szkoły psychoanalizy. W tym filmie mówi o przyszłości psychoanalizy.
I jeśli dobrze rozumiem ten wywiad oraz własne obserwacje tego co dzieje się we współczesnej psychoanalizie, to wydaje się, że psychoanaliza staje się fenomenologiczna, oparta na dialogu i bardziej humanistyczna, kierując się w kierunku większej integracji teorii społecznych i intersubiektywności. Tak więc więcej o relacji w psychoanalizie.
8 października 2010
Koszyk psychoterapeuty – spis treści
lista opublikowanych na blogu do tej pory interwencji, narzędzi,strategii i taktyk psychoterapeutycznych:
- Zmiana wzorca automatycznych myśli
- Zmiana wzorców myślenia
- Zmian myślenia katastroficznego
- Relaksacja
- "Worry Control"
- "Zatrzymanie" myślenia
- "Powódź"
- Sposoby na atak paniki
- "Leczące wyobrażenia"
- Desensytyzacja
- "Self-coping"
- Wzbudzanie oczekiwań
- Zarządzanie problemami
- Testowanie przekonań
- Zmiana przekonań z wykorzystaniem wizualizacji
- Techniki kontroli gniewu
- Modelowanie
- Sensytyzacja
- Kontrola gniewu
- Rozwiązywanie problemów interpersonalnych
- Uważność oddechu
- Uważność ciała
- Uważność emocji
- Uważność myśli
- Uważność w życiu codziennym
- 5 tygodniowy program mindfulness
- Hipnoza 1
- Hipnoza 2
- opadające ramię
- lewitująca ręka
- metoda skojarzeń
- zmieszanie
- metoda zmieszania (angielski)
- metoda zmieszania (polski)
- metoda dwóch palców
- skupienie wzroku
- upadający przedmiot
- ulubione miejsce
- potok i las
- złączenie rąk
- dłonie na twarzy
- magiczny kształt
- górska wspinaczka
- kontrsugestia
- Metoda niewerbalna I , II
- Szybka indukcja I, II, III, IV
- Telewizor
- Relaksacja I
- Relaksacja II
- Schody
- Usztywnione ramię
- #050 - Słuchanie ze środka (interwencje Berta Hellingera)
- #051 - Pusty środek
- #052 - Rozmowy we dwoje - (Terapia par)
- "Teatr umysłu"
- "Wdzięczność
- #055 - Otwartość
- "Wystarczy zauważyć"
- "Poradnik" swoich myśli
- Uważność
- Zaśpiewaj własne myśli
- Polaryzacja myślenia
- Arogancja
- "Nie zaprzyjaźniaj się z umysłem"
- Zapętlanie
- "Myśli nie są przyczynami
- Nakarm tygrysa
- "Kto tu rządzi?"
- Zabierz umysł na spacer
- "Ok. Masz rację . I co teraz?
- Zdejmij buty
- Dlaczego, dlaczego, dlaczego?
- #073 – Symbole i rytuały terapeutyczne
- #074 - Zmiana wzorca lub struktury
czas na protokoły terapeutyczne !
4 października 2010
Powroty czyli powtórka z podwórka
Już jestem
Pochłonięty przez projekt przy którym nie ma komputera (jest to jeszcze możliwe na szczęście!), zawiesiłem wpisy na bloga, jednak już jestem. Zaczynam od uporządkowania niedokończonych rzeczy.Jeśli chodzi o czerwcową zagadkę z Dziewczynką z zapałkami to niestety nikt nie odgadł, a szkoda po fantem była dobra książka. Prawidłowa odpowiedź to dziadek. O jego roli i znaczeniu dla osób ze skryptem tej bajki dowiedziałem się prowadząc terapię osoby, której była to ulubiona bajka z dzieciństwa. Jak będą chętni to wyjaśnię dlaczego dziadek jest istotny.
Zastanawiam się nad kwestią powrotów w terapii, dotyczy to głównie powracających na terapię pacjentów. Każdy taki ruch jest właściwy i oznacza chęć zmiany, oczywiście poza tym, jest źródłem cennej wiedzy diagnostycznej, min. o tym jakie pacjent tworzy scenariusze zakończeń, jaką tworzy relacje, co takiego stało na przeszkodzie ostatniej terapii, itp. W istocie jest to moment napięcia, z jednej strony chęć zmiany z drugiej doświadczanie jak na widelcu tego, dzięki czemu ta zmiana nie może być zrealizowana. Osobiście uważam taki ruch za dobry dla terapii,zwłaszcza wtedy jeśli uznamy,że pacjent może kolejny raz zakręcić się dookoła i wrócić do tego samego punktu. Im szybciej psychoterapeuta zauważy to jak pacjent kręci się dookoła własnego ogona,tym szybciej jest mu wstanie pomóc. Powrót ma więc pewien wymiar symboliczny, moment któremu zarówno Pacjent jak i Psychoterapeuta nadają znaczenie, i wydaje się im szybciej uda im się wyjść poza znaczenie owego symbolu, tym lepiej dla obojga.
18 czerwca 2010
9 czerwca 2010
Zagadka
Kogo brakuje w bajce “Dziewczynka z zapałkami”?
Odpowiedź podam 24.06.2010, dla osoby, która dobrze odpowie nagroda niespodzianka.
1 czerwca 2010
Męskość – droga syna do ojca
fragment sesji terapeutycznej, pacjent-Augusta Napier. Dobra ilustracja drogi do męskości. Niektórym trudno się z tym pogodzić – ale tak to już jest – jedyna droga do męskości to doga syna do ojca.
Przepracowałem na spotkaniach z Alem kilka „struktur", ale pierwszą zapamiętałem szczególnie wyraźnie. Do zdarzenia doszło w tym samym pustym pokoju z wykładziną, który już opisywałem. Świeciło słońce i wszyscy siedzieliśmy na podłodze w kręgu. Ja siedziałem w środku zwrócony twarzą do uśmiechniętego mężczyzny w jeansach i adidasach, który właśnie ustawiał minutnik. Poczułem silny niepokój. Co mam powiedzieć? Nad czym chcę pracować? Nie byłem tego pewien, choć niejasno przeczuwałem, że chodzi o mojego ojca.
Nagle usłyszałem swój głos.
-Chciałbym popracować nad relacją z ojcem. Jego problemami. Moimi problemami z nim.
- Czy możesz mi coś o nich opowiedzieć? - zapytał Al ciepło.
Gdy zacząłem opowiadać o swojej rodzinnej historii, przyglądał mi
się uważnie. Wspomniałem o złości na ojca.
- Mam wrażenie, że najbardziej przeszkadzała mi w nim jego słabość - powiedziałem i głos na moment mi się załamał. - Oraz świadomość, że często go przy mnie nic było.
Po chwili dodałem:
- Szczerze mówiąc, mam problem z odczuwaniem złości na niego.
Al zauważył, że głos załamał mi się na słowie „słabość", i czekał na
reakcję z mojej strony. Poczułem, że trafnie rozpoznał mój problem. Zebrało mi się na płacz, ale potem, równie nagle, łzy gdzieś zniknęły.
- Szybko odsuwasz od siebie uczucia - stwierdził.
Miał rację, już wcześniej dostrzegłem tę przypadłość. Nie pozwalałem sobie na silne i spontaniczne emocje. Brakowało mi tej wolności.
W gabinecie zapanowała cisza. Al myślał, a inni uczestnicy spotkania przyglądali się scenie w skupieniu. Słyszałem cichy syk ekspresu do kawy, który stał na korytarzu.
- Chciałbym coś zaproponować - powiedział Al. - Może wybierzesz kogoś z grupy do roli idealnego ojca? Kogoś silnego.
Na wzmiankę o tej możliwości poczułem ekscytację, strach, lęk.
- Dobrze - odparłem ostrożnie i rozejrzałem się wokół.
Wreszcie wybrałem wysokiego, atletycznego mężczyznę, którego zawsze lubiłem.
- Czy mógłbyś odegrać rolę idealnego ojca? - zapytałem.
- Odegram rolę idealnego ojca - odparł, stosując rytualną konwencję dialogu obowiązującą na spotkaniach z Pesso.
Podniósł się z pocłlogi i wszedł w środek kręgu. Ja natychmiast wstałem, jakbym chciał wyjść mu na spotkanie.
- To ciekawe - stwierdził Pesso na widok mojego zachowania.
Po chwili milczenia zapytał:
- Co chcesz zrobić?
- Nie wiem - odparłem z wahaniem. - Z jakiegoś powodu mu nie ufam.
- Oczywiście że nie. Dlaczego miałbyś mu ufać? - powiedział Pesso i dodał: - Pozwól, że coś zasugeruję. Może przez chwilę spróbujesz się z nim posiłować? Dzięki temu przekonasz się, czy jest silny.
Pokazał nam obu, co mamy robić. Mężczyźnie, który odgrywał rolę idealnego ojca, kazał przyjąć odpowiednią pozycję, z jedną nogą dla równowagi wysuniętą do tyłu. Ja miałem położyć obie ręce na jego ramionach. Przypomniałem sobie jedno z ćwiczeń na boisku w liceum, w którym jeden z graczy stawiał opór, a drugi starał się go odepchnąć.
Gdy poczułem niewzruszoną masę partnera (który był nieco większy ode mnie i doskonale ustawiony), wezbrała we mnie energia. Z szerokim uśmiechem zacząłem mocniej pchać, a on z trudem utrzymywał równowagę.
-To tutaj schowałeś energię - rzucił z zainteresowaniem Al. - Podoba ci się to ćwiczenie.
Już miałem znowu popchnąć idealnego ojca, gdy nagle Al mi przerwał.
- Poczekaj. Za chwilę twoja historia mogłaby się powtórzyć.
Najwyraźniej martwił się, że pokonam partnera i uznam, iż jest niewiarygodny. Al szybko wybrał z grupy czterech innych mężczyzn, którzy podparli mojego idealnego ojca.
- Spróbuj teraz - stwierdził z uśmiechem.
Tym razem pchałem z całych sił, a idealny ojciec nawet nie drgnął. Stał przede mną niczym solidny mur męskości. Zacząłem pchać jeszcze mocniej, ale ślizgałem się po podłodze.
- Zdejmij skarpetki, będziesz miał lepszą przyczepność - doradził Al.
Szybkim ruchem zdjąłem skarpety, aby móc jak najszybciej powrócić do walki. Przyjąłem przed idealnym ojcem odpowiednią pozycję. Położyłem mu ręce na ramionach, zebrałem w sobie całą moc i znowu zacząłem pchać. Tym razem stałem pewnie w miejscu - podobnie jak on. Poczucie, że ten mężczyzna jest prawdziwie nieugięty, uwolniło we mnie falę prymitywnej wściekłości i radości.
- Czyżby nadal wydawało ci się, że możesz go pokonać? - zapytał Al. - Spróbuj popchnąć go jeszcze raz.
Mój rzeczywisty ojciec był słaby, ale jednocześnie nie stronił od kar. Świadomy tego, nauczyłem się kontrolować i ukrywać swoją siłę. W kontakcie z „silną" postacią wreszcie poczułem, że moją moc może poskromić ktoś z. zewnątrz. Dzięki temu zacząłem bardziej bezpośrednio przeżywać i wyrażać uczucia - zwłaszcza złość.
Z niemal stuprocentową pewnością, że potrafię przewrócić nic tylko stojącego przede mną idealnego ojca, lecz również czterech mężczyzn podpierających go, agresywnym ruchem przyłożyłem ramię do jego brzucha, schyliłem się, aby mieć więcej siły, i znowu zacząłem pchać. Idealny ojciec zachwiał się lekko pod moim naporem i wypuścił powietrze ze zdumienia, lecz mężczyźni za nim trzymali pozycje. Spróbowałem popchnąć ich znowu. Tym razem, walcząc z twardą jak skała grupą, wydałem z siebie długi, bolesny jęk. Wraz z tym jękiem, w którym rozbrzmiewała mieszanina cierpienia i ulgi, coś we mnie pękło. Może wreszcie opuściło mnie poczucie samotnej om- nipotencji? Może zniknęło zyskane dzięki długiej nieobecności ojca podczas wojny przekonanie, że jestem odpowiedzialny za cały świat i jakoś muszę zachować niepodważalną moc? Może przestałem wierzyć, że mógłbym pokonać tatę? To doświadczenie sprawiło, że poczułem głęboką ulgę.
Nagle potrzeba walki z idealnymi ojcem zniknęła bez śladu. Niczym pokonany bokser zwaliłem się na podłogę. Al zauważył zmianę w mojej postawie i pokierował mną.
- Mam wrażenie, że chciałbyś odpocząć - stwierdził.
Dysząc ciężko, wyczerpany wysiłkiem fizycznym, ukląkłem przed idealnym ojcem. Przeżywałem moment słabości. Zostałem pokonany, czułem się osamotniony i obnażony przed grupą.
Musiałem przechylić głowę na bok, bo Al skomentował:
- Mam wrażenie, że chciałbyś się położyć.
Przyjąłem tę jednoznaczną interpretację mowy mojego ciała, położyłem się na podłodze i aby się ochronić, zwinąłem się w kłębek. Teraz czułem jeszcze większe osamotnienie. Al oczywiście to dostrzegł.
- Czy chciałbyś uzyskać wsparcie od idealnego ojca? - zapytał łagodnie.
- Chyba tak - odparłem.
- Uklęknij obok niego-Al poinstruował mężczyznę odgrywającego tę rolę. - Czy chcesz, aby idealny ojciec położył ci rękę na ramieniu?
- Może to zrobić - zgodziłem się.
Poczułem się lepiej, kiedy mój partner wykonał polecenie Ala.
- Co się dzieje? - zapytał Al. - Co czujesz?
- Przypominam sobie dzieciństwo - odpowiedziałem z rozmarzeniem.
Nie jestem pewien, co wywołało te wspomnienia - może dotkliwa samotność, której doznałem, gdy leżałem skulony na podłodze. W każdym razie przypomniało mi się pewne wydarzenie z okresu drugiej wojny światowej.
Wraz z mamą i siostrą pojechaliśmy na letnie wakacje do taty, który stacjonował w bazie w New Jersey. Wynajęliśmy apartament niedaleko koszar. W jednym z pierwszych dni naszego pobytu tato zabrał mnie do bazy. Miałem wtedy cztery, może pięć lat. Mama pewnie powiedziała mu, że po południu powinienem się zdrzemnąć, bo po niesamowitym poranku, podczas którego oglądałem same cuda - karabiny, koszary, maszerujących żołnierzy - znalazłem się na drewnianej pryczy w ogromnym, rozświetlonym słońcem namiocie. Tato kazał mi spać. Był oficerem, więc też mógł uciąć sobie drzemkę. Położył się po drugiej stronie gigantycznej słonecznej przestrzeni i nim upłynęło kilka minut, smacznie zasnął.
Byłem zachwycony kontaktem z ojcem po roku nieobecności, pobudzony wydarzeniami poranka i zbyt podekscytowany, aby zasnąć. Leżałem więc, rozdarty między radością z tego, że znowu mam tatę, a frustracją i samotnością, które obudziła we mnie odległość od jego pryczy. Pogrążony we śnie, wydawał mi się bardzo daleki. Poczułem nagłe, silne pragnienie, aby położyć się obok i przytulić do niego, wtulić w jego potężną, męską „żołnierskość", chłonąć ojca, którego tak bardzo mi brakowało. Ale zdusiłem w sobie ten impuls. Wiedziałem, że to zabronione. Ojciec zdenerwowałby się na mnie, gdybym tak zrobił. Leżałem więc i czekałem bez końca, aż się obudzi. Słuchałem brzęczenia muchy uwięzionej w dusznym namiocie wraz z promieniami słońca.
Przedstawiłem Alowi szkic tego wspomnienia.
- Może uda nam się odtworzyć tę scenę zgodnie z twoimi pragnieniami — powiedział ciepłym głosem.
Nagle poczułem się zaniepokojony i obnażony. Najwidoczniej zesztywniałem, bo Al zapytał:
- Czy myśl o tym budzi w tobie lęk?
- Tak - odparłem stanowczo.
- Ojcu by się to nie spodobało? - zasugerował.
- Odwieczny lęk przed homoseksualizmem — oznajmiłem.
Byłem świadom tego problemu u wielu mężczyzn.
- Mamy kilka możliwości - stwierdził Al. - Możemy popracować nad lękiem twojego ojca przed bliskością z synem albo trzymać się ojca idealnego. Czy wolałbyś którąś z tych ścieżek?
Nadal czułem kojącą obecność idealnego ojca, który klęczał przy mnie. Powiedziałem o tym Alowi.
- W takim razie niech idealny ojciec powie coś, co chciałbyś od niego usłyszeć - zaproponował Al.
Kiedy skinąłem głową z aprobatą, dodał:
- Co ma powiedzieć?
- Idealny ojciec powiedziałby, że nie poczułby lęku ani dezaprobaty, gdyby syn po roku nieobecności chciał położyć się obok i przytulić do niego.
Al przekazał instrukcje mężczyźnie, który odgrywał rolę idealnego ojca.
- Gdybym był twoim ojcem, nie poczułbym lęku ani dezaproba- ty, gdybyś po roku nieobecności chciał położyć się obok i przytulić do mnie.
Kiedy idealny ojciec wypowiedział te słowa, trochę się odprężyłem. Znowu przypomniałem sobie ciepłe wnętrze namiotu i odgłos oddechu taty.
- Coś jeszcze? - zapytał Al.
- Mógłby powiedzieć, że nic się nie stanie, jeśli położę się obok i przytulę do niego - stwierdziłem.
- Nic się nie stanie, jeśli położysz się obok i przytulisz do mnie - powiedział idealny ojciec.
- Chcesz spróbować? - zapytał Al rzeczowo.
- Chyba tak — odparłem z zamkniętymi oczyma, pragnąc jak najdłużej zatrzymać przy sobie wspomnienie o ojcu.
Pod kierunkiem Ala, który starał się odczytać moje potrzeby z wysyłanych przeze mnie sygnałów, mężczyzna odgrywający rolę idealnego ojca położył się obok mnie na podłodze zwrócony twarzą w tym samym co ja kierunku. Położył rękę na moim boku. Przez moment znowu poczułem niepokój, ale potem przypomniałem sobie jego pełne otuchy słowa. Rozluźniłem się i przywołałem wizję ojca, który nie czuł lęku ani wstydu wobec najzupełniej zdrowej potrzeby fizycznego wsparcia u syna. Obecność innych członków grupy przyniosła mi ulgę i ukojenie. Pomogła mi również swoboda, z jaką Al podchodził do rozgrywającej się przed jego oczyma sceny. Poddałem się zadowoleniu, czując ciężką, opiekuńczą rękę idealnego ojca na moim boku. Nie mam pojęcia, jak długo leżałem na podłodze pogrążony w niby-śnie. Rozkoszowałem się cudowną wizją, kiedy nagle usłyszałem cichy dźwięk minutnika.
- Nie musisz przerywać - powiedział Al.
Jeszcze przez chwilę oczyma duszy oglądałem tę scenę. Usiłowałem zapamiętać poczucie komfortu i ulgi, które może dać taki ojciec. Gdy wreszcie otworzyłem oczy i, mrugając, rozejrzałem się po gabinecie, powitał mnie wzrok innych uczestników grupy, pełen ciepła i szacunku. Idealny ojciec wyszedł z roli i z uśmiechem wypowiedział swoje imię. Wstałem i zająłem moje stałe miejsce przy ścianie.
W ciągu kilku następnych lat przepracowałem na spotkaniach z Alem parę innych struktur. Podczas jednej z nich - niezwykle gwałtownej -wyraziłem mnóstwo złości i frustracji na ojca. Innego dnia idealny ojciec zaczął ze mną żartować i udowodnił, że ma poczucie humoru. Pamiętam też płaczliwe ćwiczenie, kiedy pożegnałem się z tymi cechami ojca, które w nim kochałem. Jednak tę pierwszą strukturę zawsze nosiłem w sobie jako wyjątkowy talizman. W nadchodzących latach stała się metaforą, wokół której toczyłem walkę o odnalezienie w sobie nowego mężczyzny: stanowczego i silnego człowieka, który potrafi otaczać opieką innych. W ten zbiór wyobrażeń włączyłem wszystkie cechy pożądanej męskości, pożądanej formy istnienia, modelu, któremu usiłowałem - nierzadko z trudem - sprostać.
26 maja 2010
12 maja 2010
#074 - Zmiana wzorca lub struktury
______________
Zmian wzorca, zmiana struktury
(z warsztatów Billa’a O’Hanlon)
- Interwencja we wzorzec = Zmiana DZIAŁANIA
Depatterning – interwencje budowane wokół zgłaszanego problemu
Repatterning – interwencje tworzące nowy model dla problemu
- Zmiana cielesnych reakcji i zachowań objawu
- Zmiana lokalizacji objawu
- Zmiana czasu (czas trwania, pora dnia, itp.).
- Zmiana modalność opowiadania o objawie
- Zmiana elementów wywołujących oraz będących konsekwencją objawu
- Zmiana sposobu zaangażowania się w objaw
- Wprowadzenie nowego elementu do wzorca.
- INTERWENCJE W STRUKTURĘ = Zmiana postrzegania
Deframing – zmiana wpływająca na aktualne ramy odniesienia
Reframing – wprowadzenie nowych ram odniesienia
- Nowa ocena (pozytywnej lub negatywnej) objawu lub sytuacji.
- Nowe wyjaśnienie dla przyczyn objawu lub sytuacji
- Użycie Humoru w celu budowy nowych skojarzeń
- Rozdzielenie elementów związanych z sytuacją lub objawem
- Wykorzystanie analogii, anegdoty i opowieści celem zobaczenia nowych możliwości
- Zwrócenie uwagi na te aspekty objawu, które wcześniej były pomijane
- Nowa nazwa dla objawu
- Uzewnętrznienie objawu (cel - przekonanie, że problem jest poza osobą)
___________
Warsztaty Bill’a O’Hanlon
- Jak się nie zmieniać
- #073 – Symbole i rytuały terapeutyczne
- Fazy w terapii Miltona Ericksona
- Strategie kontroli bólu
- Terapia par wg Billa O’Hanlon
- Rytuał pisania
___________
9 maja 2010
Zakazana amunicja
__________________
Czytając “Małżeństwo, krucha więź – w poszukiwaniu partnerstwa i trwałości” Augusta Napier’a znalazłem dość interesującą “listę zakazanej amunicji”, która to może się przydać w niejednym związku. Oczywiście to tylko propozycja, lista ma być raczej inspiracją do stworzenia przez partnerów własnego zestawu chwytów zabronionych. Jaki jest tego cel? Przede wszystkim stworzenie warunków do kreatywnego rozwiązania problemu. Przestrzeganie wytycznych skutkuje tym, że kłótnie o błahostki nie przeradzają się w regularne wojny, gdzie bez końca powtarzane są te same chwyty.
- Straszenie rozwodem, gdy w rzeczywistości wcale o nim nic myślimy (na poziomic nieświadomym wywołuje u przeciwnika przerażenie).
- Opuszczenie sceny sporu. Ten dramatyczny ruch często symbolizuje ukrytą groźbę wyjścia ze związku. Odnosi niemal taki sam skutek jak grożenie rozwodem.
- Atakowanie cech charakteru, motywacji lub podstawowej wartości partnera. Intencja, która kryje się za złością, jest niezwykle istotna. Możemy się kłócić, chcąc nawiązać z kimś kontakt, aby ktoś nas usłyszał. Nic wolno jednak dokonywać zamachu. Od czasu do czasu wszyscy mamy ochotę skrzywdzić partnera, ale ten impuls pojawia się niemal zawsze wtedy, kiedy spór rozjątrzy jakąś ranę z dzieciństwa.
- Atakowanie rodziny, w której partner się wychował (ataki wywołują w partnerze poczucie winy i nieuchronnie prowokują go do obrony rodzinnych schematów).
- Odwracanie uwagi. Kiedy przegrywamy kłótnię, często czujemy pokusę przywołania jakichś wydarzeń z przeszłości lub zmiany tematu: „Zawsze tak robiłeś, a poza tym robisz to i tamto!". Warto trzymać się teraźniejszości.
- Wikłanie innych w spór. „Twój brat się ze mną zgadza" - to próba powołania się na wsparcie innych. W skrajnych przypadkach rodzice — niemal na siłę — wciągają w kłótnie swoje dzieci: „Czy zgadzasz się ze mną, że ojciec jest nieodpowiedzialny?". Taką strategią wyrządzamy dziecku ogromną krzywdę i zachęcamy przeciwnika cło kontrataku. Nim się spostrzeżemy, każde z rodziców zgromadzi własne kadry w boju. Trzeba nauczyć się walczyć we własnej sprawie.
- Udawanie porażki. Niezmiernie trudno jest się kłócić z osobą, która wydaje się zdruzgotana naszą złością. Niektórzy ludzie potrafią niezwykle umiejętnie wykorzystać własną słabość, aby rozbroić przeciwnika. „Czuję się strasznie winny i przygnębiony na myśl o tym, że znowu się napiłem". Ta wypowiedź wysyła do rozzłoszczonej partnerki komunikat: „Nie złość się na mnie, bo ja już jestem na siebie zły". Ucieczka w łzy, depresję lub wyrzuty sumienia bywa nieświadomym sposobem na wytrącenie współmałżonkowi broni z ręki. Ludzie, którzy korzystają z tej metody unikania konfliktów, często naprawdę boją się złości, ale jednocześnie mają trudność z braniem odpowiedzialności za własne życie.
- Postawa defensywna. „Mylisz się. Nie chciałem tego zrobić. Poza tym ty wczoraj zrobiłaś to samo". Defensywa wydaje się strategią całkowicie naturalną, lecz prowadzi donikąd. Nasz partner — z jakiegoś powodu zdenerwowany lub zły - czuje, że go nie słuchamy i nie zauważamy. Próbuje więc jeszcze dobitniej zwrócić nam uwagę na punkt sporny. Jeśli oskarża nas lub krytykuje, to zapewne mocniej okopiemy się na swojej pozycji. c
Zachęcam do domowych eksperymentów!
__________________
6 maja 2010
Astma, depresja i integratywność
___________
Czy ma coś wspólnego astma z depresją? Częściową odpowiedzią na to pytanie są wyniki badań Bruce’a D. Miller z Uniwersytetu NY. Wraz z zespołem przeprowadził dość nieprzyjemny eksperyment (źródło) – 90 dzieci chorych na astmę (połowa z objawami depresji, połowa bez) było badane pod kątem pojemności oddechowej w dwóch sytuacjach - przed oglądaniem filmu ET: Extraterrestrial, i tuż po. Film zawierał różne niepojące sceny.
U dzieci z astmą i objawami depresji pojawiała się silna reakcja stresowa, a pojemność płuc malała do poziomu “dmuchnięcia przez słomkę”, gdy oglądały sceny zawierające stratę, śmierć i rozstanie, w przeciwieństwie do drugiej grupy dzieci. Wyniki Millera są potwierdzeniem dotychczasowych badań nad objawami depresyjnymi u osób z astmą, niektóre badania ( Gethe 2001, Nejtek, 2001, Peterson 2000) wykazują, że aż 50% osób chorych na astmę doświadcza objawów depresji. Jakie ma to znaczenie dla samej psychoterapii? Właściwie to dość duże, gdyż wiedza ta zmienia bądź wzbogaca leczenie astmy, zarówno w kontekście samej medycyny jaki i psychoterapii.
Wyniki badań Millera można zrozumieć pełniej dzięki psychoanalitycznej teorii rozwoju astmy. Jedna z takich teorii zakłada, że astma jest formą obiektu przejściowego i rozwojowo przynależy do fazy separacji- autonomii (dzieci, które chorują na astmę nie mogą osiągnąć autonomii, gdyż wiązałoby się to dla nich z utratą relacji i obiektu czyli jak to określa Katarzyna Schier – z formą śmierci psychicznej) Nie trudno więc zrozumieć, że wszelkie doświadczenie straty, rozstania, śmierci powoduje powstanie albo wzmocnienie objawu – astmy. Pozostaje pytanie – dlaczego dziecko tak nieadekwatnie reaguje na sytuacje straty – tu psychoanaliza łączy się z teorią systemową, (transgeneracyjną, ale i z rozumieniem Berta Hellingera) – doświadczany lęk nie jest lękiem dziecka, a rodzica, i najczęściej wiązany jest z realną śmiercią członka rodziny (bądź z doświadczeniem traumy) , nawet tą z poprzednich pokoleń.
Jak widać już sama hipoteza wyjaśniająca wykorzystuje różne podejścia teoretyczne, a jeśli chodzi o leczenie osób z objawami astmy, to stanowi one trudne wyzwanie dla terapeutów i lekarzy, gdyż zawiera wiele czynników i co za tym idzie kilka teorii ukazujących problem w całości. Wniosek taki, że bez integracji (czy to na poziomie dyscyplin, czy to na poziomie teorii) póki co się nie obejdzie.
Na koniec próbka takiej integracji – hipotezy patomechanizmu astmy – stworzone przez Katarzynę Schier
1. W rodzinach osób chorych na astmę występuje transgeneracyjny przekaz sposobu regulacji emocji, związany z pokoleniowym przekazem konsekwencji traumy w relacji z drugą osobą.
2. Osoby chore na astmę pozostają na poziomie wewnątrz psychicznym w związkach, które można określić jako symbiotyczne. Taki rodzaj relacji jest próbą „ochrony" dobrej relacji z drugą osobą poprzez uczynienie z własnego ciała „wrogiego obiektu" (w podobny sposób wyjaśnia się mechanizm zaburzeń autoimmunologicznych - Sivik, Byrne, Lipssit, Christodoulou, Dienstfrey) (2002).
3. Brak dostępu do emocji, trudności z ich identyfikowaniem i różnicowaniem są rezultatem specyficznej więzi emocjonalnej w rodzinach osób chorych, co prowadzi wtórnie do trudności rozwojowych, na przykład do zaburzeń procesu separacji-indywiduacji w okresie dorastania. Stosując terminologię teorii regulacji emocji, można powiedzieć, że w rodzinach osób chorych bliska osoba staje się regulatorem emocji, zahamowane zostają natomiast procesy samoregulacji. Zjawisko to wyjaśnia opisywaną przez lata przez psychoanalityków fuzję między dziećmi chorymi na astmę a ich opiekunami. Jeżeli inny człowiek pełni dla danej osoby funkcję regulatora jego stanów wewnętrznych, musi być on stale - w sensie psychicznym i realnym - dostępny.
___________
28 kwietnia 2010
Freud i Jung w kobiecych sidłach
Zapowiada się wielka gratka filmowa. David Cronenberg właśnie kończy zdjęcia do “The Talking Cure” - filmu opowiadającego historie trójkąta – Carl Gustav Jung, Sabine Spielrein , Zygmund Freud . Film opowiada o kulisach przyjaźni i rozstania Junga z Freudem, ale przede wszystkim przybliża postać Sabine Spielrein; postaci tajemniczej, świadomie pomijanej i niedocenianej przez psychoanalityczne grono. Dopiero po 1986 roku możliwy był wgląd historyków w korespondencję Junga z Sabine Spielrein i jak się okazało historię trójkąta Jung, Freud i Spielrein trzeba było napisać od nowa, co było możliwe dzięki przypadkowi
Jest początek 1977 roku, Genewa, dawny Instytut Psychologii. Robotnicy zajmujący się renowacją budynku trafiają na tajemnicze kartonowe pudło z dokumentami. Od ponad 60 lat skrywa ono korespondencję niejakiej Sabiny Spielrein z pionierami psychoanalizy - Zygmuntem Freudem i Carlem Gustavem Jungiem. Są też fragmenty jej dzienników. Genewskie odkrycie wprowadza zamęt wśród historyków i psychoanalityków, bo większość z nich nigdy nie słyszała o Spielrein. Badacze szukają kolejnych śladów Spielrein i wkrótce znajdują: nowatorskie prace naukowe, intymne listy, kolejne zeszyty dzienników. Dokumenty są pełne luk i niedomówień. Do tego spadkobiercy Junga przez prawie dziesięć lat od genewskich odkryć blokowali dostęp do korespondencji psychoanalityka ze Spielrein (Klara Naszkowska – Wysokie obcasy GW)
Film Davida Cronenberga rozpoczyna się od przyjęcia Sabine do kliniki psychiatrycznej Burghölzli w Zurychu. Dokładnie w tym samym czasie młody, nikomu nieznany, zafascynowany pracami Freuda Carl Gustav Jung rozpoczyna swoją praktykę lekarską – a pierwszą pacjentką jest właśnie Sabine Spielrein (tak rzeczywiście było). Relacje pomiędzy tą trójką są kanwą filmu, ale i najprawdopodobniej przyczynkiem do powstania podstawowych założeń zarówno psychoanalizy jak i psychologii analitycznej. Więcej tutaj .
Zapowiada się miodnie, zwłaszcza, że uwielbiam Cronenberga. Keira Knightley wcieli się w rolę kochanki Junga, Michael Fassbender zagra Junga a Viggo Mortensen Freuda.
________________
22 kwietnia 2010
Jak się nie zmieniać
Jak się nie zmieniać
czyli
10 strategii jak pozostać w potrzasku
kolejna odsłona z warsztatów Billa O’Hanlon
1. Nie słuchaj nikogo
2. Słuchaj wszystkich
3. Nieustannie analizuj i nie wprowadzaj żadnych zmian
4. Przypisuj innym winę za swoje działania i problemy
5. Wiń wyłącznie siebie za wszystko co cię spotyka
6. Rób dalej to, co nie działa
7. Dalej koncentruj się na tych samych rzeczach , gdy nie możesz się skupić
8. Gdy określone myśli nie dają rozwiązania myśl tak dalej
9. Tkwij dalej w nieprzyjaznym dla Ciebie środowisku
10. Utrzymuj dalej te kontakty, które są dla Ciebie niesatysfakcjonujące
___________________
warsztaty Billa O’Hanlon
- #073 – Symbole i rytuały terapeutyczne
- Fazy w terapii Miltona Ericksona
- Strategie kontroli bólu
- Terapia par wg Billa O’Hanlon
- Rytuał pisania
___________________
19 kwietnia 2010
Rocznica pierwszego “naukowego” odlotu
z serii psychoterapie wyklęte
Dokładnie 67 lat temu, 19 kwietnia 1943 roku, Albert Hofmann przyjął świadomie w celach naukowych, pierwszą dawkę (dokładnie 0,25mg) LSD-25. wcześniej 16 kwietnia doświadczył “dziwnych stanów wizyjnych” niewiadomego pochodzenia, za przyczynę takiego stanu rzeczy uznał mikroskopijną ilość substancji nad którą pracował, a która to mogła przedostać się przez skórę na palcach do krwiobiegu. Sam nie wierzył aby tak mała ilość substancji mogła dać efekt odczuwalny psychicznie i jako naukowiec pełną gębą postanowił przeprowadzić eksperyment z substancją na sobie samym.
Z okazji tej niecodziennej rocznicy postanowiłem przytoczyć całe doświadczenie Hofmanna z 19 kwietnia 1943 roku:
4/19/4316:20:
0.5 cm3 Z 1/2-promilowego, wodnego roztworu winianu dwuetyloamidu, doustnie = 0.25 mg winianu. Zażyte po rozcieńczeniu w 10 cm3 wody. Bez smaku.
17:00:Początek zawrotów głowy, uczucie niepokoju, zaburzenia w widzeniu, oznaki paraliżu, chęć śmiania się.
Uzupełnienie z dnia 21 kwietnia:
Do domu na rowerze. Między godz. 18.00- 20.00 najpoważniejszy kryzys. Ostatnie słowa pisałem z wielkim trudem. Odtąd było już dla mnie jasne, że przyczyną niezwykłego przeżycia z ostatniego piątku było LSD, gdyż zmiana doznań była tego samego rodzaju, choć tym razem stan ten był dużo intensywniejszy. Wiele wysiłku musiałem wkładać w to, aby mówić z sensem. Poprosiłem mojego laboranta, który był poinformowany o tym, że przeprowadzam eksperyment na samym sobie, aby eskortował mnie do domu. Pojechaliśmy rowerami, gdyż z powodu ograniczeń wojennych podróże samochodami były zakazane. W drodze do domu mój stan zaczął przybierać niepokojące formy. Wszystko w polu widzenia falowało i było zniekształcone jak w krzywym zwierciadle. Miałem również wrażenie bycia niezdolnym do ruszenia się z miejsca, choć - jak opowiadał mi później laborant - jechaliśmy bardzo szybko. W końcu, gdy cali i zdrowi dotarliśmy do domu, z trudem zdołałem poprosić mego towarzysza o sprowadzenie lekarza domowego i przyniesienie mleka od sąsiadów. Mimo konsternacji i stanu pomieszania, miałem przebłyski jasnego i racjonalnego myślenia, wybierając mleko jako środek odtruwający o działaniu ogólnym. Zawroty głowy i poczucie słabości były tak w tym momencie silne, że nie byłem w stanie utrzymać się na nogach i musiałem się położyć na sofie. Moje otoczenie uległo teraz przekształceniu i przybrało postać jeszcze bardziej przerażającą. Wszystko w pokoju wirowało, a znane przedmioty i meble zamieniały się w groteskowe, przepełniające lękiem formy . Wszystko było w ciągłym ruchu, poruszone jakby wewnętrznym niepokojem. Kobieta z sąsiedztwa, którą ledwie rozpoznałem, przyniosła mi mleko - w ciągu wieczora wypiłem go ponad dwa litry. Nie była już panią R., lecz raczej nieprzyjazną, podstępną wiedmą w kolorowej masce. Jeszcze gorsze - te demoniczne transformacje zewnętrznego świata, okazały się zmiany, które spostrzegłem w sobie, w swojej wewnętrznej istocie. Każdy wysiłek woli, każda próba zakończenia tej dezintegracji zewnętrznego świata i rozpuszczenia własnego ego, zdawały się stratą czasu. Zawładnął mną demon, który wziął w posiadanie moje ciało, umysł i duszę. Podskakiwałem i krzyczałem, próbując uwolnić się od niego, ale wkrótce tonąłem znów, leżąc bezradnie na sofie. Substancja, z którą chciałem poeksperymentować, zwyciężyła mnie. Był to demon, który pogardliwie triumfował nad moją wolą. Ogarnął mnie śmiertelny strach, że stanę się niepoczytalny. Przebywałem w innym świecie, innym miejscu, innym czasie. Ciało wydawało się pozbawione uczuć, pozbawione życia, obce. Czyżbym umierał? Czy to było to przejście? Niekiedy wydawało mi się, że przebywam poza swoim ciałem i z tego miejsca, jako zewnętrzny obserwator, jasno postrzegam wielki dramat swojej sytuacji. Nie zostawiłem nawet listu do rodziny (żona z trójką naszych dzieci pojechała tego dnia z wizytą do swoich rodziców mieszkających w Lucernie). Czy kiedykolwiek domyślą się, że nie podjąłem swojego eksperymentu bezmyślnie, w sposób nieodpowiedzialny, tylko z największą uwagą, i że takiego wyniku nie można było przewidzieć? Mój lęk i rozpacz stawały się coraz większe nie tylko z tego powodu, że młoda rodzina straci ojca, lecz także z obawy, że w samym środku obiecującego i przynoszącego owoce rozwoju, będę musiał porzucić nie zakończone badania chemiczne, które tak wiele dla mnie znaczyły. A oto inna idea, która pojawiła się, pełna cierpkiej ironii: jestem zmuszony przedwcześnie opuścić ten świat, gdyż to ja wprowadziłem do świata dwuetyloamid kwasu lizerginowego. W tym czasie, kiedy przybył doktor, szczyt depresji był już poza mną. Laborant poinformował lekarza o moim eksperymencie na sobie samym, gdyż ja sam nie byłem w stanie sklecić sensownego zdania. Potrząsnął głową w zakłopotaniu, gdy próbowałem opisać śmiertelne niebezpieczeństwo grożące memu ciału. Nie stwierdzał żadnych niepokojących objawów, poza niezwykle rozszerzonymi źrenicami. Puls, ciśnienie krwi i oddech były w normie. Nie widział żadnych powodów, aby przepisać jakie lekarstwo. Zamiast tego zaprowadził mnie do łóżka i stał, obserwując mnie. Powoli wracałem z niesamowitego, nieznanego świata do bezpiecznej, codziennej rzeczywistości. Horror zelżał i ustąpił miejsca poczuciu tym większego szczęścia i wdzięczności, im bardziej powracało zwykłe postrzeganie i myślenie, i im bardziej nabierałem przekonania, że niebezpieczeństwo choroby umysłowej mam już za sobą. Teraz, krok po kroku, zaczynałem podziwiać niespotykane barwy i gry kształtów, które jawiły się moim zamkniętym oczom. Kalejdoskopowe, fantastyczne obrazy przelewały się przeze mnie, zmieniając, bawiąc, otwierając i zamykając się w kręgach i spiralach, wybuchając w różnobarwnych fontannach, łącząc i grupując się w ciąglej przemianie. Docierało do mnie ze szczególną wyrazistością to, jak doznania akustyczne, takie jak odgłos klamki u drzwi lub warkot przejeżdżającego samochodu, przekształcały się w doznania wzrokowe. Każdy dźwięk generował żywo zmieniający się obraz, posiadający spójną formę i kolor. Późnym wieczorem moja żona wróciła z Lucerny. Ktoś poinformował ją telefonicznie, że miałem tajemnicze załamanie. Wróciła natychmiast, pozostawiając dzieci z dziadkami. Do tego czasu zebrałem się w sobie w stopniu wystarczającym, aby opowiedzieć jej, co się wydarzyło. Wyczerpany, zasnąłem, aby rano obudzić się odświeżonym, z głową czystą, choć wciąż z lekkimi objawami fizycznego zmęczenia. Czułem się świetnie, jak nowo narodzony, śniadanie smakowało znakomicie i dostarczyło mi niezwykłej przyjemności.
Kiedy później wyszedłem do ogrodu, w którym po wiosennym deszczu świeciło słońce, wszystko się skrzyło i śniło czystym światłem. .. Moje wszystkie zmysły wibrowały, będąc w stanie najwyższej wrażliwości, która utrzymywała się przez cały dzień. Ten eksperyment na sobie samym udowodnił, że LSD-25 wykazywało cechy substancji psychoaktywnej o szczególnych własnościach i niezwykłej mocy. Zgodnie z moją wiedzą, nie istniała żadna inna substancja, która wywoływałaby tak głębokie skutki psychiczne przy tak niskich dawkach i która powodowałby tak dramatyczną zmianę stanu świadomości człowieka oraz jego doznań związanych z wewnętrznym i zewnętrznym światem. Jeszcze bardziej znaczące wydawało się to, że byłem w stanie odtworzyć w pamięci każdy szczegół tego odurzającego doświadczenia z LSD, a to mogło tylko oznaczać, że umysłowa funkcja zapamiętywania nie została zakłócona nawet w szczytowym momencie eksperymentu, mimo głębokiego zaburzenia normalnego oglądu świata. Prze cały okres trwania eksperymentu byłem świadomy nawet tego, że jest to eksperyment, lecz żadnym wysiłkiem woli, mimo rozpoznania własnej sytuacji, nie umiałem strząsnąć z siebie świata LSD. Wszystkiego doświadczałem z przekonaniem o całkowitej realności tego, co się dzieje, choć była to realność alarmująca, gdyż, dla porównania, obraz innej, znanej i codziennej rzeczywistości, był równoczenie dokładnie zachowany w pamięci. Inną zaskakującą cechą LSD była jego zdolność do wywoływania tak głębokich i potężnych stanów odurzenia bez pozostawiania kaca. Wprost przeciwnie, następnego dnia po eksperymencie miałem jak już wspominałem - znakomitą kondycję fizyczną i umysłową. Byłem świadom tego, że LSD, jako nowy związek aktywny o takich właściwościach, może być użyteczny w farmakologii, neurologii, a zwłaszcza psychiatrii, oraz że może przyciągnąć uwagę odpowiednich specjalistów. Lecz nie miałem jeszcze wtedy pojęcia, że ta nowa substancja znajdzie zastosowanie także poza światem medycyny, jako środek na scenie narkotykowej. Ponieważ mój eksperyment na sobie samym ujawnił przerażający, demoniczny wymiar doświadczenia z LSD, ostatnią rzeczą, jaka mi mogła przyjść na myśl było to, że substancja ta może kiedykolwiek służyć za narkotyk dostarczający przyjemności. Nie udało mi się też podczas tej pierwszej próby rozpoznać znaczącego związku odurzenia LSD z doświadczaniem stanów wizyjnych, co zauważyłem dużo później, gdy zostały przeprowadzone eksperymenty ze znacznie już mniejszymi dawkami i w innych warunkach. Następnego dnia napisałem dla profesora Stolla wspomniany już raport na temat mojego niezwykłego eksperymentu z LSD-25 i wysłałem jego kopię dyrektorowi wydziału leków, profesorowi Rothlinowi. Zgodnie z oczekiwaniami, pierwszą reakcją było wielkie zdziwienie. Wkrótce otrzymałem telefon z zarządu. Profesor Stoll dopytywał: "Czy jesteś pewny, że nie pomyliłeś się w ważeniu? Czy podana przez ciebie dawka jest prawidłowa?" Z podobnymi pytaniami zadzwonił do mnie także profesor Rothlin. Byłem pewny co do tego, gdyż ważenie i odmierzanie dawki wykonałem sam. Ich wątpliwości były jednak do pewnego stopnia uzasadnione, gdyż do tego czasu żadna ze znanych substancji nie wywoływała najmniejszego choćby efektu psychicznego przy zastosowaniu miligramowych dawek. Istnienie aktywnego związku o takiej mocy wydawało się niemal nieprawdopodobne. Profesor Rothlin we własnej osobie i jego dwaj koledzy byli pierwszymi osobami, które powtórzyły moje doświadczenie z dawką trzy razy mniejszą. Lecz nawet na tym poziomie efekty były wciąż niezwykle dojmujące i całkowicie fantastyczne. Wszystkie wątpliwości odnośnie mojego raportu zostały rozwiane.
całość przygody Hofmanna z LSD w książce “LSD – moje trudne dziecko”
_________________
Pozostałe części z cyklu psychoterapeuci wyklęci:
_________________
10 kwietnia 2010
Odeszli najlepsi – żegnajcie – będę pamiętał
Czas ledwie tyknął o 70 lat, a Katyń znów przyciąga i ścina głowy najlepszym. Czuję siłę w Polakach i wiem, że nie załamie to naszego ducha, może nawet wyjdziemy mocniejsi, póki co łączę się w bólu z rodzinami, tak więc blog na czas żałoby zamknięty.
10 kwietnia 2010
Pamięci:
PREZYDENT LECH KACZYŃSKI
MARIA KACZYŃSKA
RYSZARD KACZOROWSKI, ostatni prezydent RP na uchodźstwie
KRZYSZTOF PUTRA, wicemarszałek Sejmu
KRYSTYNA BOCHENEK, wicemarszałek Senatu
JERZY SZMAJDZIŃSKI, wicemarszałek Sejmu
WŁADYSŁAW STASIAK, szef Kancelarii Prezydenta
ALEKSANDER SZCZYGŁO, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego
PAWEŁ WYPYCH, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta
STANISŁAW JERZY KOMOROWSKI, podsekretarz stanu w MON
TOMASZ MERTA, , podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury
MACIEJ PŁAŻYŃSKI, szef Stowarzyszenia Wspólna Polska
MARIUSZ KAZANA, dyr. protokołu dyplomatycznego MSZ
GEN. FRANCISZEK GĄGOR szef sztabu generalnego WP
MARIUSZ HANDZLIK, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta
ANDRZEJ KREMER, podsekretarz stanu w resorcie spraw zagranicznych
ANDRZEJ PRZEWOŹNIK, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa
PIOTR NUROWSKI, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego
JANUSZ KOCHANOWSKI, rzecznik Praw Obywatelskich
SŁAWOMIR SKRZYPEK, prezes NBP
JANUSZ KURTYKA, prezes IPN
JANUSZ KRUPSKI, kierownik Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych
Posłowie i senatorowie:
GRZEGORZ DOLNIAK
LESZEK DEPTUŁA
GRAŻYNA GĘSICKA
PRZEMYSŁAW GOSIEWSKI
ZBIGNIEW WASSERMANN
SEBASTIAN KARPINIUK
IZABELA JARUGA-NOWACKA
ALEKSANDRA NATALLI-ŚWIAT
ARKADIUSZ RYBICKI
JOLANTA SZYMANEK-DERESZ
WIESŁAW WODA
EDWARD WOJTAS
JANINA FETLIŃSKA
STANISŁAW ZAJĄC
Przedstawiciele kościołów i wyznań religijnych:
KS. BP GEN. DYWIZJI TADEUSZ PŁOSKI, ordynariusz polowy WP
MIRON CHODAKOWSKI, prawosławny ordynariusz WP
KS. PŁK ADAM PILCH, ewangelickie duszpasterstwo polowe
KS. PPŁK JAN OSIŃSKI, ordynariat polowy WP
KS. ROMAN INDRZEJCZYK, kapelan prezydenta
KS. PRAŁAT BRONISŁAW GOSTOMSKI
KS. JÓZEF JONIEC
KS. ZDZISŁAW KRÓL
KS. ANDRZEJ KWAŚNIK
Przedstawiciele Sił Zbrojnych RP:
GEN. BRONI BRONISŁAW KWIATKOWSKI, dowódca Sił Operacyjnych
GEN. ANDRZEJ BŁASIK, dowódca Sił Powietrznych
GEN. TADEUSZ BUK, dowódca Sił Lądowych
GEN. WOJCIECH POTASIŃSKI, dowódca Sił Specjalnych
WICEADMIRAŁ ANDRZEJ KARWETA , dowódca Marynarki Wojennej
GEN. KAZIMIERZ GILARSKI, dowódca Garnizonu Warszawa
Przedstawiciele Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń
TADEUSZ LUTOBORSKI
STEFAN MELAK
STANISŁAW MIKKE
BRONISŁAWA ORAWIEC-LOFFLER
KATARZYNA PISKORSKA
ANDRZEJ SARJUSZ-SKĄPSKI
WOJCIECH SEWERYN
LESZEK SOLSKI
TERESA WALEWSKA-PRZYJAŁKOWSKA
GABRIELA ZYCH
EWA BĄKOWSKA
ANNA MARIA BOROWSKA
BARTOSZ BOROWSKI
EDWARD DUCHNOWSKI
ZENONA MAMONTOWICZ-ŁOJEK
Osoby towarzyszące:
JOANNA AGACKA-INDECKA
CZESŁAW CYWIŃSKI
PPŁK. ZBIGNIEW DĘBSKI
KATARZYNA DORACZYŃSKA
ALEKSANDER FEDOROWICZ
DARIUSZ JANKOWSKI
GEN. BRYG. STANISŁAW KOMORNICKI
JANUSZ KRUPSKI
WOJCIECH LUBIŃSKI
BARBARA MAMIŃSKA
JANIANA NATUSIEWICZ-MILLER
KS. RYSZRD RUMIANEK
IZABELA TOMASZEWSKA
ANNA WALENTYNOWICZ
JANUSZ ZAKRZEŃSKI
Funkcjonariusze BOR
JAROSŁAW FLORCZAK
ARTUR FRANCUZ
PAWEŁ JANECZEK
PAWEŁ KRAJEWSKI
PIOTR NOSEK
JACEK SURÓWKA
MAREK ULERYK
DARIUSZ MICHAŁOWSKI
9 kwietnia 2010
Brak dostępu do matki lub ojca
Co się dzieje kiedy dziecko nie ma dostępu do ojca lub matki, np gdy jest w szpitalu?
poniżej zilustrowana odpowiedź
Tęsknota
przechodzi w smutek
a potem w żal
rozpacz
i złość
6 kwietnia 2010
Rytuał pisania
Rytuał pisania
Ciąg dalszy wypisów z warsztatów Billa O’Hanlon, tym razem rytuałał pisania jako metoda do samodzielnego zastosowania
Badania wykazują, ze już 15 minut (przez 4-5 dni) zapisywania własnych myśli i uczuć o sytuacjach trudnych jest skorelowana ze:
• Zmniejszoną ilością wizyt studentów w poradniach zdrowia psychicznego.
• Wzrostem limfocytów T (funkcjonalny system immunologiczny)
• Zwiększonym prawdopodobieństwem uzyskania nowej pracy po zwolnieniu.
• Zmniejszeniem lęku i depresji
• Poprawą zdrowia psychicznego i fizycznego u uczniów, studentów medycyny, osób przebywających w domach opieki, chorych na zapalenie stawów , ofiary gwałtu i więźniów
Zasady dla rytuału pisania:
- Napisz szczerze i otwarcie o swoich uczuciach i myślach w związku z sytuacją w jakiej się znajdujesz bądź jakiej doświadczyłeś wcześniej . Pisz szczerze i niczego nie cenzuruj, zadbaj o to aby nikt nie miał dostępu do tego co napisałeś. Zastanów się czy chcesz zniszczyć to co napisałeś Jeśli tak - może to być rytualne spalenie albo inna wybrana przez Ciebie forma zniszczenia.
- Pisz krótko, np. 15 minut. Ten rodzaj pisania jest trudny emocjonalnie, ograniczenie czasu sprawi, ze prawdopodobnie zrobisz całość do końca.
- Pisz tylko przez cztery, pięć dni. Taki termin okazał się najlepszy podczas eksperymentów. Jednak nie ma tu typowych. Ten termin wydaje się praceguł ani sztywnych granic, jeżeli uznasz, ze chcesz bądź potrzebujesz robić to dłużej, to tak zrób.
- Zadbaj o swoją prywatność – znajdź najlepsze miejsce dla rytuału pisania, najlepiej takie w którym masz pewność, ze nic i nikt nie będzie Ci przeszkadzał
- Nie przejmuj się gramatyką, ortografią albo pisownią – po prostu pisz.
- Jeśli jest to możliwe pisz o tej samej porze dnia, choć wpływanie o różnych porach jest tak samo skuteczne
- Pisanie wydaje się być najwłaściwszą formą wyrazu, ale jeśli z jakiś powodów Ci nie odpowiada – nagraj swoje wypowiedzi na dyktafon albo video
- Ignoruj wszystkie powyższe wytyczne, jeśli odkryjesz, że coś działa lepiej, każdy jest wyjątkowy!
______________________
Warsztaty Billa O’Hanlon:
- Terapia skoncentrowana na rozwiązaniu
- #073 – Symbole i rytuały terapeutyczne
- Fazy w terapii Miltona Ericksona
- Strategie kontroli bólu
_______________________




